-->

czwartek, 29 sierpnia 2013

Rozdział 25


„Przywieziony do szpitala UCLA Medical Center w Los Angeles, Saul Hudson, lat 22, o godz. 1:32 doznał poważnego urazu głowy, spowodowanego mocnym uderzeniem w tylnią część czaszki. Podejrzenia o wstrząs mózgu. Pacjent został przywieziony do placówki w śpiączce. Rozbudził się o godz. 10:15. Wypisany – godz. 12:00” – przeczytał Slash na raporcie leżącym obok niego. Znajdował się on w ciemnym, zimnym pomieszczeniu. Jedyne światło docierało z małego okienka znajdującego się tuż pod sufitem. Na smudze światła widać było kurz latający w powietrzu. Chłopak kaszlnął. W tym momencie zabolała go głowa. Chwycił się ręką i wyczuł sporego guza. Czyli papiery ze szpitala są prawdziwe… Hudson wstał próbując znaleźć jakąś lampę. Pomieszczenie było duże i zagracone, o czym przekonał się chłopak potykając się co chwilę o coś. W końcu odnalazł pstryczek. Zapalił światło. Była to mała żarówka przymocowana do sufitu. Slash rozejrzał się po pokoju. To, co zobaczył zrobiło na nim takie wrażenie, że nie był w stanie się ruszyć. Ściany były obklejone w zdjęciach Axla i jego. Znalazło się też kilka Stevena, Duffa, Heder, a nawet Alex. Najwięcej było jednak Axla. W rogu stała duża, otwarta szafa z przebraniami. Przeważały czarne bluzy z kapturem. Na środku pomieszczenia stało biurko, na którym leżały różne sprzęty do szpiegowania: lornetki, teleskopy, podsłuchy, pluskwy, dyktafony, nadajniki, rejestratory, kamery i pełno profesjonalnych aparatów fotograficznych. Na ziemi leżała kartka ze spisem ich przyszłej trasy koncertowej jak i plan wszystkich klubów i scen rozrysowany bardzo dokładnie, szczególnie dojścia do garderoby i sceny. Do chłopaka dotarło, że znajduje się w kryjówce „X”. Pod oknem stało pudło podpisane „used” co bardzo zaciekawiło Slasha. Podszedł do niego i otworzył. Znajdowały się tam wszystkie groźby i rekwizyty, które „X” już wykorzystało. Znalazł stare laleczki, wszystkie listy i zdjęcia. Na spodzie znalazł pudełko wielkości koperty z czerwonym napisem „best of”. Znajdowały się tam zdjęcia Axla i Slasha kochających się. Było ich w sumie chyba z pięćdziesiąt. Chłopaka zaczęło to wszystko przerażać. Zaczął panikować. Odłożył wszystko szybko na swoje miejsce, chwycił raport ze szpitala, który nadal leżał na ziemi i pobiegł w stronę drzwi. Tam z kolei, znalazł kartkę, na której rozrysowane były „kroki do destrukcji A. i S.” Gitarzysta bez problemu domyślił się o kogo chodzi. „X” zaznaczyło już krok 6. Było ich 10, oznaczało to, że już prawie mu się o udało. W tym momencie Hudson uświadomił sobie, że nie może dać za wygraną. Nie może zostawić Axla. Otworzył drzwi i wybiegł. Z budynku wydostał się bez większych problemów. Dlaczego „X” wsadziło go do swojej kryjówki? Przecież to bez sensu! Najpierw ukrywa się za wszelką cenę, a teraz pokazuje mu swoją kryjówkę? Może następnym razem zaprosi go na herbatę do domu rodziców? Idąc ulicą doszedł do wniosku, że ktoś przecież musiał zawieźć go do tego szpitala. Może to właśnie było „X”? Pędem puścił się w stronę placówki. Tam na pewno znajdzie odpowiedź.


Nie ma go. Nie ma go już tak długo… Minuta bez niego sprawia, że wewnętrznie krwawię, a go już tak długo nie ma…Nie zostawił po mnie niczego. Nie poznaję sam siebie. Patrzę w swoje odbicie, opuchnięte oczy od płaczu, czerwone policzki, blade usta. Co ze mnie zostało? Boże, jak boli.
Nie mam siły zamknąć ust, nie mam siły uspokoić oddechu. Moje serce bije w rytm jego ust poruszających się przy wypowiadaniu słów, które sprawiły, że nie idę już tak dumnie, że nie mówię już tak głośno. Widzę przed sobą młodego człowieka ze starą, umierającą duszą. Jak możesz mówić, że cię nigdy nie potrzebowałem… Kiedy zabrałeś mi wszystko? Nie mam już łez, zresztą co to łzy… Kiedy boli mnie tak, że moje serce staje. Może następnym razem nam się uda. Naprawimy to. Jednak teraz upadam bezsilnie na ziemię bez możliwości podniesienia się. Gdzie jesteś gdy cię potrzebuję? Boże, jak boli. W moim życiu dużo się zmienia, jednak bez ciebie nie mam życia. Slash… Slashie, mój najdroższy, dokąd poszedłeś? Co robisz… O czym myślisz gdy cię potrzebuję? Z trudem powstrzymuję krzyk. Bo gdy boli w środku może pomóc tylko ból na zewnątrz. Jestem nikim bez ciebie. Ciałem wypranym z życia. Gdybym mógł to wszystko naprawić, gdybym mógł cofnąć czas… Czego bym nie zrobił? Slashie, przyjdź. Nie pozwól mi umrzeć w samotności. Chwyć mnie za rękę. Chcę poczuć twój dotyk. Chcę poczuć ciepło bijące od twojego ciała. Bądź przy mnie albo mnie zabij. Nie chcę żyć bez ciebie. Nie potrafię. Jak możesz mówić, że cię nigdy nie potrzebowałem… Boże, jak boli. Bez ciebie nie ma mnie. Slashie… jesteś moim światem.  Musisz to wiedzieć. Długopis. Długopis i kartka. Musisz to wiedzieć.

„Kiedy mówisz sam do siebie,
i nikogo nie ma w domu…”  – piszę.

„Możesz się oszukiwać,
ale przyszedłeś na świat samotnie”

Kłuje mnie serce. Jakby ktoś przedziurawił je ogromną igłą. Słowa piszą się same z siebie.

„So nobody ever told you baby
How it was gonna be
So what'll happen to you baby
Guess we'll have to wait and see


Old at heart but I'm only 24
And I'm much too young
To let love break my heart
Young at heart but it's getting much too late
To find ourselves so far apart

I don't know how you're s'posed
To find me lately
An what more could you ask from me
How could you say that I never needed you
When you took everything
Said you took everything from me

Young at heart an it gets so hard to wait
When no one I know can seem to help me now
Old at heart but I mustn't hesitate
If I'm to find my own way out

Still talkin' to myself
and nobody's home

So nobody ever told us baby
How it was gonna be
So what'll happen to us baby
Guess we'll have to wait and see

When I find out all the reasons
Maybe I'll find another way
Find another day
With all the changing seasons of my life
Maybe I'll get it right next time
An now that you've been broken down
Got your head out of the clouds
You're back down on the ground
And you don't talk so loud
An you don't walk so proud
Any more, and what for

Well I jumped into the river
Too many times to make it home
I'm out here on my own, an drifting all alone
If it doesn't show give it time
To read between the lines
'Cause I see the storm getting closer
And the waves they get so high
Seems everything We've ever known's here
Why must it drift away and die

I'll never find anyone to replace you
Guess I'll have to make it thru, this time- Oh this time
Without you

I knew the storm was getting closer
And all my friends said I was high
But everything we've ever known's here
I never wanted it to die”

Drogi Slashu,
Slashie… Wróć do mnie. Po prostu wróć.

Odkładam kartkę.
Biorę nóż. Nie chcę tego. Wcale nie chcę zrobić sobie krzywdy. Ale potrzebuję miejsca, którym cały ból z mojego ciała wyleci. Wyleci wraz z czerwonymi kroplami wyschniętej, bez życia krwi…
Odsłania rękę. „Kocham cię” szepczę i wycinam sobie pierwszą literę. „S”, które bolało jak nigdy w życiu. Z trudem powstrzymuję krzyk. Po chwili widzę wyryty w bladej skórze czerwone imię mojego ukochanego. Wylewa się krew. Czuję jak robi mi się słabo. Kilka kropel spłynęło na mój list do Niego. Moje powieki robią się słabe. Leżę w kałuży krwi. Bezsilnie opadam na ziemię. Oddycham coraz słabiej. Nie czuję połowy ciała. Za to jedną rzecz czuję: Czuję miłość do Ciebie, mój najdroższy…

„When I find out all the reasons
Maybe I'll find another way
Find another day
With all the changing seasons of my life
Maybe I'll get it right next time…”

Slash…


Gitarzysta wbiegł do szpitala. Rozejrzał się szukając wzrokiem recepcji. Za wysokim biurkiem siedziała starsza pani ubrana w niebieski strój. Wyglądała na bardzo miłą, uśmiechała się. Chłopak zdecydowanym krokiem ruszył w jej stronę.
-Saul! – przywitała go ciepło. – Jak się czujesz? Głowa już nie boli?
Slash zdziwił się, że kobieta go poznała. On jej nie pamiętał.
-Dzień dobry, pani… - Spojrzał na plakietkę. – Pani Drewberry. Tak, już wszystko okej. Mam do pani ważne pytanie.
Kobieta spojrzała na niego z troską.
-Kiedy mnie tu wczoraj przywieźli… - Zaczął niepewnie. – Bo… Ja nic nie pamiętam.
-Oczywiście, że nie pamiętasz, byłeś nieprzytomny. – Przerwała mu recepcjonistka.
Hudson oparł się po biurko i zbliżył się do pani Drewberry.
-Proszę mi powiedzieć, kto mnie tu wczoraj przywiózł?
Kobieta wypuściła głośno powietrze.
-Jakaś pani. Mówiła, że mieliście poważną kłótnie i ty w furii rzuciłeś się na nią. Ona, biedna, chwyciła co miała pod ręką i uderzyła cię w głowę. Płakała, mówiła, że boi się, że cię zabiła, ale po prostu nie wiedziała jak się bronić…
Chłopak poczerwieniał. Zacisnął dłonie w pieści.
-Co za gówno! – Krzyknął i wyszedł ze szpitala trzaskając drzwiami.
Jedno przynajmniej już wiedział: „X” jest kobietą.
Gitarzysta postanowił schlać się do nieprzytomności i zapomnieć o wszystkim. Szedł w stronę Sunset. Wsadził rękę do kieszeni aby wyjąć fajki. Wyciągnął pogniecione pudełko, w którym znalazł nie tylko 5 papierosów, ale także karteczkę. Wiedział już, czego może się spodziewać. Przeczytał list:

Ah… skąd miałem/miałam pewność, że papierosy będą pierwszą rzeczą, do której zajrzysz… Kotek, sprawdź kieszenie. – X”

Przeprażony Slash zrobił to, co „X” mu kazało.
-Kazała! – poprawił sam siebie Hudson. – Przecież to kobieta!
W tylnej kieszeni spodni faktycznie coś znalazł. Koperta. Otworzył ją i przeczytał:

„Pewnie zastanawiasz się, słoneczko, dlaczego wsadziłem/łam Cię do mojej kryjówki… Wcale Ci nie pomagam, tak jak Ty naiwnie sądzisz, ja się po prostu dobrze bawię…
Teraz widzisz, jaką mam nad Wami przewagę… Owieczki moje, jestem waszym pasterzem.
Wiem o Was więcej niż Wy sami, teraz już masz pewność, że to prawda.
Aha, bym zapomniał/a! W kopercie jest jeszcze zdjęcie. Pospiesz się, zanim ta twoja łamaga do końca się wykrwawi.
Buziaki – X.”

Przestraszony Slash zajrzał do koperty. Wyjął zdjęcie. Na jego widok zrobiło mu się miękko w kolanach. Axl leżący w kałuży krwi z wyrytym imieniem swojego chłopaka – to było dla Gitarzysty dużo za dużo.
-Axl… - szepnął. – Co ty zrobiłeś…

piątek, 23 sierpnia 2013

Rozdział 24


-Ale… Ale jak to ODWOŁANY?! Jak to jest możliwe? Przecież nikt niczego nie odwoływał! – Darł się Axl w telefon.  – Mamy grać dzisiaj koncert! Wszystko było ustalone!
-Kurwa, Rose, uspokój się! – Odezwał się głos w słuchawce. – Słuchaj, stary, nie wiem jakie wy macie układy w tym waszym zespoliku – zakpił. – Ale wczoraj wieczorem zadzwonił do mnie któryś z członków i powiedział mi, że odwołujecie dzisiejszą datę.
Axl zacisnął dłoń na słuchawce. Wziął głęboki wdech i spytał cicho:
-Czy ten ktoś się przedstawił? I powiedział może dlaczego odwołujemy koncert?
Chłopak musiał poczekać chwilę na odpowiedź.
- Przedstawił się jako „X”. Podobno któryś z was dostał niedawno wyniki badań i okazało się, że jest niezrównoważony psychicznie, nie jest w stanie trzeźwo myśleć i musi być pod stałą opieką. Dzisiaj ma ważną terapię. Tylko tyle wiem.
Wokalista skamieniał. Wiedział, o kogo chodzi. Wiedział, że to on kilka lat temu został wysłany na badania z podejrzeniem o psychozę maniakalno-depresyjną i schizofrenię. Nie pamięta dokładnych wyników, ale wiedział, że jest chory. Tylko, że… Nikt oprócz niego nigdy nie widział tego pieprzonego papieru. Nikt nie wiedział, że musi się leczyć. Skąd „X” to wie?!
-Rose? – zapytał niepewnie głos w słuchawce. – Jesteś tam?
Chłopak ocknął się.
-Tak, przepraszam, jestem, jestem. Na pewno nie możemy dziś zagrać?
-Przykro mi, już załatwiliśmy inny zespół.
Rudy pokręcił z niedowierzaniem głową. Bez słowa odłożył słuchawkę.
Do kuchni wbiegła rozmazana Heder. Dziewczyna była blada, tusz do rzęs spływał jej po policzkach. Trzęsły jej się ręce.
-Axl… Axl! – szeptała jakby przez sen. – Oddaj… Oddaj mi ten pieprzony telefon! Daj mi go… Kurwa, daj!
Przestraszony chłopak posłusznie podał jej słuchawkę.
Heder popatrzyła na klawisze.
-Numer… Kurwa, Axl! Muszę zadzwonić do mamy… Jaki jest numer? Axl, jaki jest numer do mojej mamy?!
Dziewczyna zaczęła wbijać sobie paznokcie w rękę. Pociekła krew.
-Dlaczego ja nie pamiętam… Dlaczego nie pamiętam numeru do mojej mamy?! Rose, kurwa, nie stój… Daj mi numer…
Chłopak nie wiedział co zrobić. Zastanawiał się, skąd może wziąć numer telefonu matki Heder. Dziewczyna złapała go za dłoń.
-Słuchaj… Na stole leży… Leży koperta… Ze starym adresem… Moim… Mamy… Masz książkę telefoniczną, prawda?
Nie zdążyła dokończyć, ponieważ Rose już puścił się pędem do salonu. Po chwili był już z powrotem z kartką, na której nabazgrolone były liczby.
Heder wykręciła numer.
Kilka sygnałów, a dziewczynie przed oczami stanęło całe życie. Pożałowała jak nigdy dotąd, że zostawiła matkę. Czuła, że to wszystko przez nią.
-Halo? – Odezwał się głos w słuchawce.
Heder usiadła zszokowana na krześle. Kamień spadł jej z serca.
-Mamo? To ty? – spytała nadal drżącym głosem.
-Heder, kochanie! Jak się czujesz? Co u ciebie?
-Dobrze mamo, ale powiedz…
-Kochanie, nie mogę teraz rozmawiać. Obiecuję, że oddzwonię! Trzymaj się…
-Nie, czekaj, mamo zostań! Nie rozłączaj się… Mamo?
Za późno. Dziewczyna usłyszała dźwięk odkładanej słuchawki.
Zdziwiło ją, że zadzwoniła do matki pierwszy raz od długiego czasu, a ta po prostu ją wystawiła.
Axl popatrzył na nią pytającym wzrokiem.
Ta odpowiedziała:
-Jebanemu „X” się nie udało… - Zaczęła się panicznie dziwnie śmiać.
Rose o nic więcej już nie zapytał. Zrezygnowany poczłapał z powrotem na górę do Slasha, gdzie czekało na niego jeszcze większe piekło.
Jak się okazało, „X” zdążyło już poinformować telefonicznie Gitarzystę, aby przejrzał szuflady Rudego. Znalazł w nich papier z wynikami badań w sprawie chorób psychicznych jego chłopaka.
Axl otworzył drzwi.
-Kiedy mi kurwa miałeś zamiar powiedzieć?! – Wydarł się na dzień dobry Hudson. Rose nawet nie zdziwił się, że ten już o tym wiedział. Przyzwyczaił się do myśli, że od teraz żadnych tajemnic przed „X” nie utrzyma. To gówno wie wszystko.
-Slashie… - wyszeptał i podszedł do bruneta. Ten jednak odsunął się od niego.
-Jesteś chory, Axl! Jesteś kurewsko chory, człowieku, zrozum to! Przeszło ci chociaż przez myśl żeby mi o tym powiedzieć? Jestem twoim chłopakiem, a mam wrażenie, że ciebie w ogóle nie znam! Masz coś jeszcze do ukrycia? Żonę i trójkę dzieci może? Albo ojca w mafii?! Czy ja się muszę od „X” dowiadywać rzeczy o tobie? – Slash oczywiście trochę przesadził. Axl bardzo dobrze wiedział, że niedługo mu przejdzie.
-Kochanie, proszę, nie krzycz… Ja po prostu nie czuję się chory. Nie chciałem ci o tym mówić, bo bałem się, że mnie odrzucisz… - Po policzkach Rudego spłynęły łzy. – Kocham cię, zrozum to, bezgranicznie cię kocham, kurwa mać.
Niestety to wyznanie niczego nie zmieniło.
Saul stanął naprzeciwko Rudego. Z jego usta zaraz miało wydostać się zdanie, które miało, jak nic innego, zaboleć Axla.
-Sam nie wiem – zaczął Slash. – Zaczynam bardziej ufać „X” niż tobie.
Twarz Rose’a wykrzywiła się z bólu. To był zbyt dużo dla niego. Pomyślał, że umiera.
Złapał Kudłatego za rękę, ten jednak pokręcił tylko głową i wyszedł trzaskając drzwiami.
Axl wydarł się tak głośno jak tylko on potrafi. Był to wyraz jego bólu.
-Nie możesz mnie zostawić! „X” właśnie tego chce! Nie możesz! – Krzyknął z całych sił.
Chłopak rzucił się na łóżko. Wtulił głowę w poduszkę, która pachniała Slashem. Za często się z nim kłócił. Zdecydowanie za często. „X” przegina. Jeżeli to tylko jakaś głupia zabawa to sprawa robi się zbyt poważna. Może powinien to jednak zgłosić na policję? No dobra, ale co im powie? „Dzień dobry, z tej strony Axl Rose, wokalista zespołu Guns N’ Roses, znanego z ćpania, chlania i ciągłego seksu. Od jakiegoś czasu dostajemy wiadomości od „X”, które w sumie to niczego nowego nie wymyśla, po prostu nam samym pokazuje to, o czym chcemy zapomnieć.” Tak. To zdecydowanie brzmi wiarygodnie i poważnie. Nie wiedział co ma zrobić. Wiedział tylko jedno: nie może stracić Slasha.
To jedyne co ma i jedyne na czym mu naprawdę zależy. Reszta może iść do diabła.

Heder od kilku godzin siedziała w swoim pokoju z telefonem w ręku. Bez efektu czekała, aż zadzwoni. Ten jednak, jak na upartego, się nie odzywał. Nagle drzwi od pokoju otworzyły się. Wychyliła się burza blond loków, a gdzieś pomiędzy nią twarz Duffa.
-Mogę? – Zapytał uśmiechając się.
Dziewczyna przytaknęła.
Chłopak usiadł na łóżku wciągając Heder na kolana. Objął ją w pasie i oparł głowę na jej ramieniu. Popatrzył na nią znaczącym wzrokiem. Od razu zrozumiał, że nic od tego czasu się nie wydarzyło. Pocałował ją w czubek głowy.
-Może do nie zadzwonię? – spytała. Nie czekając na reakcję McKagana wkręciła numer i przyłożyłam sobie słuchawkę do ucha.
-Halo? – Znów ten samo głos. Heder była zła na mamę. Obiecała, że zadzwoni. Teraz powoli na nowo uświadamiała sobie dlaczego tak bardzo jej nienawidziła.
-Mamo? Miałaś przecież zadzwonić. – Wysyczała przez zaciśnięte zęby.
-Heder, kochanie! Jak się czujesz? Co u ciebie? – Odpowiedział jej głos.
Dziewczyna zamarła. To samo usłyszała przecież kilka godzin temu.
-Mamo, jesteś tam? Słyszysz mnie? – Wyjąkała.
-Kochanie, nie mogę teraz rozmawiać. Obiecuję, że oddzwonię! Trzymaj się…
W tym momencie dziewczynie puściły nerwy.
-Kurwa mać, co to ma być?! Jesteś tam do cholery? Jaja sobie ze mnie robisz? – Krzyknęła.
Jednak nikt jej już nie odpowiedział. Rzuciła telefonem o ziemię, na szczęście nie tak mocno, by się rozleciał. Duff spojrzał na nią pytającym wzrokiem, jednak ona nie była w stanie do końca wytłumaczyć mu co się dzieje.
-Odpowiada mi to samo, co przedtem. Dokładnie to samo. Słowo w słowo. – Wyszeptała przez łzy.
-Pozwolisz, że sam spróbuję? – Zapytał McKagan.
Heder pokiwała głową. Chłopak zdecydowanym ruchem sięgnął po słuchawkę leżącą na ziemi.
Dziewczyna nie wiedziała co o tym wszystkim myśleć. Jeżeli „X” zrobiło krzywdę jej mamie, będzie to oznaczało, że to gówno nie zna granic. Co jeśli stanie się coś Duffowi? Albo reszcie zespołu?
-Halo? – Usłyszał Blondyn.
-Dzień dobry – Odpowiedział zdecydowanie. – Nazywam się Duff, już mnie pani kiedyś poznała…
-Heder, kochanie! Jak się czujesz? Co u ciebie? – Nie pozwoliła mu dokończyć.
Chłopak był zmieszany.
-Nie, proszę pani, to ja, Duff McKagan. Wszystko u pani dobrze?
-Kochanie, nie mogę teraz rozmawiać. Obiecuję, że oddzwonię. Trzymaj się…
Basista spojrzał na telefon. Uderzył ręką kilka razy w ekran, jakby to coś miało dać.
W pewnym momencie uświadomił sobie jedną rzecz.
-Heder… - Wyszeptał.
Dziewczyna popatrzyła na niego przerażona.
-To co usłyszałaś w słuchawce… - Przełknął głośno ślinę. – To nagranie.
Zapadła cisza. Było słychać tylko tykanie zegarka stojącego na półce.
Heder pociekły łzy. Nie wiedziała co to ma znaczyć. Gdzie jej mama? Co się z nią stało?
-Ona nie żyje! Ona nie żyje, kurwa! Duff, co ja mam zrobić! – Wybuchła. – Ono ją zabiło! Tak jak powiedziało! – Zaczęła panikować. Rzucała się po łóżku do momentu, w którym chłopak objął ją z całej siły aby ta nie zrobiła sobie krzywdy.
-Ona nie żyje, Duff… - Szepnęła ostatnimi siłami. – Moja mama nie żyje.

Zbliżała się północ. W domu panowała dziwna cisza. Toksyczne powietrze przesączone było bólem, strachem i cierpieniem. Wystarczyło wejść na chwilę aby poczuć, że wszyscy zaczynają świrować. Był to dla „X” wystarczający dowód na to, że odnosi sukces. Siedziało przed ich domem. Wystarczyło wyjrzeć przez okno aby je zobaczyć. Aby dowiedzieć się kim jest. Jednak nikt nie skorzystał z tej możliwości, jako, że wszyscy zajęci byli swoim własnym piekłem.
Ulicą szło dwóch policjantów. Obaj wysocy, ubrani w mundury. Spojrzeli w stronę „X”.
-Możemy jakoś pomóc? – Spytał jeden.
-Ah, koledzy… - Odezwało się. – W swoim czasie… - Wyciągnęło z kieszeni plik banknotów i wręczyło go jednemu z nich. – Pamiętajcie tylko o naszej umowie.

Na zegarku Axla wybiła północ. Slash nadal nie wrócił do domu, a Rudy czuł się tak samo do dupy jak wcześniej. Od kilku godzin nie miał siły zmienić pozycji, w której leżał więc gdy tylko postanowił usiąść poczuł ból przeszywający jego ciało. Syknął.
-To tyle? – zapytał głośno pusty pokój. – Tylko to wystarczy aby zniszczyć wszystko co pomiędzy nami było?
Nagle obudziła się w nim ogromna złość. Wstał energicznie i wybiegł z pokoju. Zszedł po schodach zarzucając po drodze na siebie jeasnową kurtkę i wyszedł z domu. Co sił w nogach popędził do pobliskiego parku świadomy tego, że „X” pewnie go śledzi. Czuł się dobrze, że teraz to on zmusza do czegoś „X”. Było to oczywiście mylne i naiwne uczucie, jednak chłopak tego nie wiedział. Przecież to właśnie przez „X” Axl jest teraz sam, wściekły i smutny. To przez nie biegnie teraz przed siebie.
Rudzielec stanął na środku drogi. Wokół niego nie było nikogo, przynajmniej nikogo kogo by widział. Było ciemno i chłodno. Jedynie gwiazdy dawały mu światło. Latarnie w tej okolicy nie paliły się już od 30 lat.
Rose spojrzał w niebo. Zebrał wszystkie swoje siły i wykrzyczał:
-Nienawidzę cię! Słyszysz, „X”?! Nienawidzę! Chodź tu! Pokaż mi się! Zabiję cię! Zabiję! Zostaw mnie w spokoju! Zostaw nas! Wyjdź, a nie kurwa tchórzysz! Myślisz, że to takie kurwa trudne kogoś straszyć?! Trudne jest komuś powiedzieć coś prosto w mordę! Wyłaź ze swojej pieprzonej kryjówki! Chcę cię zobaczyć!
Nic się jednak nie wydarzyło. Rose usłyszał tylko ciche wołanie z okna pobliskiego bloku:
-Zamknij się, świrze! Jest po północy!
Chłopak usiadł na ławce.
- Będę tu siedzieć do rana i na ciebie czekać. To twoja szansa. Ja mam czas. – Powiedział już zdecydowanie ciszej.
Wytrzymał może kilka godzin, ale zmęczony całym dniem, zmęczony życiem zasnął nieświadomie.
Głowa chłopaka opadła. Oczy zamknęły się, ciało rozluźniło.
Kilka godzin później Axla obudziły krzyki dzieci biegnących przez park.
Rozejrzał się dookoła. Przeklął pod nosem gdy uświadomił sobie, że zasnął.
Wstał. Do jego buta przyklejona była karteczka.
- No kurwa mać nie. No nie. – Szepnął.
Pochylił się aby po nią sięgnąć.
„Po co tyle krzyku, kochanie? Ja ciebie bardzo dobrze słyszę. Śpisz sobie błogo zupełnie nieświadomy tego co dzieje się z twoim chłopakiem… Nie przejmuj się, zaopiekuję się nim. Śpij dobrze, a ja w tym czasie będę ciężko pracować.
P.S. Teraz wszyscy ciebie będą mieli za wariata, nawet twój ukochany Slash,
poczuj.
jak.
to.
jest.
–X”

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Przepraszam.

Witajcie kochani,
ciekawe czy jeszcze ktoś mnie pamięta... I co ważniejsze: czy ktoś to w ogóle jeszcze czyta. Mam taką skromną nadzieję, że spłynęła po Was moja egoistyczna ignorancja i jesteście w stanie mi wybaczyć.
Zachowałam się na pewno bardzo nie na miejscu zostawiając Was i nawet nie wspominając o zawieszeniu bloga. Ze statystyk wynika, że ktoś tu co jakiś czas jednak zagląda, temu komuś - wielkie dzięki.
Moja postawa jednak nie wzięła się znikąd. Miałam w życiu pewien czas na uświadomienie sobie kilku rzeczy i po prostu nie miałam głowy do pisania... Wybaczcie.
Obiecuję poprawę.
Obiecuję.

Wiedzcie jednak, że moja nieobecnoś
ć nie pokrzyżowała planów "X".
Wręcz przeciwnie.
"X" nadal tu jest, było i będzie.
Pamiętajcie.
Rozglądajcie się.