Izzy wbiegł pospiesznie do pokoju. Nie zauważył nawet leżącego na ziemi Rudzielca i stojących nad nim Heder i Duffa. Podbiegł go małej szafki stojącej pod oknem i wyciągnął z niej małą karteczkę i długopis.
Bardzo czymś przejęty zaczął notować.
-Ilu nas jest…? – Mówił do siebie. – No ilu no… Ja, Axl, Duff, Slash, Steven… Raz, dwa, trzy, cztery, pięć... Pięć? Pięć! – Nagle zdrętwiał. Axl. Jest. Duff. Też. Slash. No gdzieś tam, ale jest. Steven… Wyprostował się i bardzo powoli odwrócił się w stronę zaciekawionej dwójki.
McKagan i Heder stali kołysząc się na boki nad Axlem, który już od dobrych paru godzin w ogóle się nie ruszał.
-Duff? – Spytał niepewnie Stradlin.
Blondyn nawet nie podniósł głowy. Stał jak zahipnotyzowany i patrzył się w ziemię.
Izzy miał wiele pytań. Było ich tak dużo, że nie wiedział, które zadać pierwsze.
-Ej, naćpaliście się, czy co? – Izzy podszedł do dziewczyny i pomachał jej ręką przed oczami. Ta chwyciła ją i spokojnie odsunęła.
-Duff, idioto, nie ma kurwa Stevena! Od kilku dni! – Wrzasnął. Blondyn podniósł przerażony głowę. – I co robi nieprzytomny Axl… Boże kochany, Axl jest nieprzytomny! Co wy mu zrobiliście? Naćpał się? Axl? Axl, słyszysz mnie? – Chłopak ukucnął przy twarzy Rudzielca i zaczął nim trząść.
-Co wam jest? Ludzie?! Gdzie Adler?
W pewnym momencie Herder otworzyła usta, jednak nie była w stanie niczego z siebie wydusić. Oczywiście, że się naćpali. Heroiną się naćpali.
-Nic się nie martw – powiedział Duff. – Rudemu nic nie będzie, wszystko pod kontrolą. Idź lepiej szukać tego twojego Stevena, o którym cały czas mówisz. Nie wiem, dlaczego on jest dla ciebie taki ważny, nie kojarzę gościa. Wszystko pod kontrolą. – Zapewnił.
-Pod kontrolą, kurwa?! – Nie wytrzymał Izzy. – Ja ci pokażę tę twoją kontrolę ty jebany skurwysynie! To jest ta twoja kontrola! – Chłopak podszedł do blondyna i dłonią popchnął go lekko. W tym momencie McKagan runął na kanapę, która stała tuż za nim, jakby oberwał porządnego kopa w brzuch.
-Idę po Stevena, który, dla twojej kurewskiej informacji, jest naszym perkusistą! Jak wrócę, ma być wszystko ogarnięte! Osiwieję przez was!
Izzy wybiegł z domu trzaskając z całej siły drzwiami.
Heder dalej stała w jednym miejscu kołysząc się.
-Czuję… - powiedziała. – Czuję się… Czuję się jak jakaś jebana Nancy… A ty… A ty jesteś Sidem… Jesteś basistą… A ja twoją… Twoją blond dziewczyną… Kochasz mnie? Kochasz, prawda?
Duff siedział na kanapie i bezustannie kiwał głową. W pewnym momencie wpadł na bardzo głupi pomysł.
-Chyba wiem jak go rozbudzić – powiedział i wyciągnął z kieszeni kolejną dawkę heroiny.
Podał dziewczynie strzykawkę.
Chwyciła ją i bardzo powoli schylając się wbiła ją Rudzielcowi w rękę.
Nastała chwila niepewności. Chwila, w której narkotyk dopływał do krwi.
Przez kolejne kilka minut zupełnie nic się nie wydarzyło.
-Zabiłam go? – Spytała drżącym głosem Heder.
Izzy szedł wściekły ulicami LA. Był zły na Stevena, który tak po prostu sobie znika, na Heder i Duffa, którzy się naćpali, na Slasha, który od momentu, kiedy jest z Axlem zrobił się strasznie cipowaty i na siebie samego. Obwiniał się, że nie jest w stanie ogarnąć tej całej sytuacji.
Chcąc zapalić, chłopak sięgnął do kieszeni spodni po papierosy. Oprócz paczki czerwonych Marlboro znalazł także karteczkę z numerem. Numer Alex.
-Jakie szczęście, że ją mam… - pomyślał.
Podbiegł szybko do pierwszej lepszej budki telefonicznej i zadzwonił.
Po kilku sygnałach dziewczyna odebrała.
-Alex? – Spytał Stradlin. – Oczywiście, że to ty… Gdzie jesteś? Możemy się spotkać? Muszę z kimś porozmawiać… Tak?... Bo wiesz, zginął mi Steven… Wiesz gdzie jest? Widziałaś go? W muzeum sztuki? On?!... Oh… No dobrze, to, kiedy się spotkamy? Tęsknię… Dziś wieczorem? Tak, chętnie ich poznam. Dobrze. Kocham cię. – Odłożył słuchawkę.
Adler w muzeum sztuki… A to dobre. Brunet wybiegł z budki telefonicznej i wsiadł do najbliższego metra, które zawiezie go do LA County Museum of Art.
Kilka przystanków.
Już jest na miejscu.
Miał przed sobą ogromny, biały budynek. Nigdy w nim jeszcze nie był. Jakoś niespecjalnie interesował się takim rodzajem sztuki. Z tego, co wie, to Steven też nie. Znalazł główne wejście i już chciał wchodzić, gdy ktoś złapał go od tyłu za ramię.
-Izzy? Co ty tu robisz? – Spytał Adler.
Stradlin zmrużył oczy.
-Chciałbym cię zapytać o to samo.
Chłopak wytłumaczył mu, że niedaleko stąd mieszka jego ciotka, która, jak się okazało, od niedawna bardzo choruje. Chciał ją odwiedzić.
Od kiedy to Steven taki opiekuńczy? Poza tym nigdy nie wspominał, że ma tu jakąś ciotkę…
-Bo ja… Szukałem cię. Alex powiedziała mi, że tu cię widziała. – Wytłumaczył Stradlin.
-Możliwe… Krzątałem się trochę po okolicy… W muzeum też byłem, ale na chwilę. I znalazłem fajny bar, jakieś trzy przecznice stąd. Jak już tu jesteśmy, to może się przejdziemy? – Steven uśmiechnął się szeroko i zaprowadził bruneta do lokalu.
Axl otworzył oczy. Podniósł się i spojrzał na zmasakrowaną dwójkę. Uśmiechnął się pod nosem widząc ich stan zupełnie nieświadomy, że sam jest naćpany.
Heder wstała gwałtownie, co zdecydowanie nie było dobrym pomysłem, zachwiała się i przytuliła chłopaka.
-Boże, jak dobrze, myślałam, że cię zabiłam…
Rose nie wiedział, co się stało. Jednak, gdy zobaczył lalkę Slasha leżącą na ziemi wszystko mu się przypomniało.
-Gdzie Slashie? – Zapiszczał. Opamiętał się jednak, odchrząknął i zapytał jeszcze raz: - Gdzie jest kurwa Hudson?!
Nikt nie znał odpowiedzi na to pytanie.
Zrezygnowany podreptał do pokoju Gitarzysty, wyciągnął jakiś jego t-shirt, położył się na łóżku i zatopił głowę w koszulce pachnącej jego ukochanym. W oczach stanęły mu łzy. „X” zniszczy im życie… On to wiedział.
-Przepraszam, proszę pana? – Hudsona obudziła jakaś kobieta szturchająca go w ramię. – Zamykamy muzeum, musi pan wyjść.
Slash podskoczył. Rozejrzał się wokół.
-Tak… Prze… przepraszam, już sobie idę.
Chłopak wyszedł na zewnątrz. Przespał cały dzień w muzeum? Już sobie wyobrażał, jak bardzo Axl musi się o niego martwić. Pewnie siedzi w domu i płacze… Axl, Boże, Axl, nie płacz, proszę… Widok płaczącego Rudzielca obudził w Hudsonie ogromną prędkość.
Biegł ulicami szukając czegoś, co zawiezie go do domu. Metro. No jasne.
Chłopak wsiadł do wagonu i nie zwracając uwagi na zakaz palenia sięgnął do kieszeni kurtki po papierosy. Fajek nie znalazł. Znalazł coś innego.
Była to białą koperta z małym, czerwonym „X”.
-No kurwa… No jasne… - krzyknął.
Otworzył. W środku znajdowało się zdjęcie. Zrobione było w noc, w której Axl i Slash przeżyli swój pierwszy raz.
Gitarzysta leżał nagi na Rudzielcu, który z podniecenia wyginął się. Obaj mieli zamknięte oczy. Slash jedną ręką robił dobrze chłopakowi, a drugą mocno ściskał pościel. Pamiętał to. Bardzo dobrze pamiętał ich pierwszy raz.
Hudson odwrócił zdjęcie. Był na nim napis:
„Widzę was. Byłem/łam. Jestem. I zawsze będę. – X”
Kudłaty skamieniał. Czy to znaczy, że „X” było przy ich pierwszym razie? Że zrobiło im zdjęcie? A co gorsze, czy tu znaczy, że było w muzeum i wsadziło list do kurtki Slasha, kiedy on spał? Był tak blisko „X”? Gdyby się tylko obudził… Wiedziałby, kim jest. Czy „X” wie wszystko…?
Dojechał do odpowiedniego przystanku.
Wyszedł z metra jak gdyby nigdy nic. Jeżeli „X” było w muzeum, może oznaczać, że tu też jest. Że go cały czas obserwuje. Wie, co robi, gdzie jest, co myśli. Czy „X” zawładnęło jego umysłem?
Świrujesz, stary, świruuujesz… Hudson, ogarnij… - mówił do siebie.
Nie może pokazać strachu, który czuje. Jeżeli „X” faktycznie go obserwuje nie może zobaczyć, że się boi. Nie tyle, że o siebie, ale o Axla. On jest wrażliwszy od niego, bardziej nerwowy…
Zwariuje.
O ironio, że słabym punktem Slasha jest Axl. A Axla – Slash. „X” to wie.
W drodze do domu wpadł na nieźle wstawionych Izzy’ego i Stevena. Szli obejmując się i zataczając się po całym chodniku. Śpiewali jakąś piracką piosenkę o rumie, przynajmniej tyle z tego zrozumiał.
„Gsajdsh sdhfud dshgddghfd and a bottle of rum!”.
-Slaaaaaa…ughh, ja pierdolę……aaaash! Pocz…pocz…czekaj na nas! Z-z-zaraz do ciebie dojdziemy! – Krzyknął Steven.
Hudson nie odwracając się w ich stronę krzyknął:
-Jebane chlejusy, nie przyznaję się do was! Won mi z oczu!
Przekroczył próg drzwi. Nawet we własnym domy nie czuł się bezpiecznie.
Co jeśli „X” jest jednym z nich? Co jeśli… Co jeśli „X” jest kimś z zespołu?
Nie, kurwa, Hudson jebnij się w tę głupią mordę! To niemożliwe!
Wszedł do salonu.
-Axl? Jest tu Axl? Gdzie on jest?! – Zapytał chaotycznie.
Nie poczekawszy nawet na odpowiedź pobiegł na górę.
-Axl? – Krzyknął. Z rozmachem otworzył drzwi od swojego pokoju.
Na łóżku leżał jego ukochany. Był wtulony w Slasha ulubiony t-shirt „Follow me, I’m having drinks with Elvis”. Trochę się ślinił i przygryzał kawałek swojej bandanki.
Hudson podszedł do niego i pogłaskał go po głowie. Wyglądał tak niewinnie podczas snu.
Dawno nie był taki spokojny. W jego oczach nie było strachu, ani przerażenia. Sen, to jedyna ucieczka…
Nie chciał go budzić. Usiadł w rogu pokoju i wziął duży łyk Beam’a, który stał do połowy pusty. Do połowy pusty, czy do połowy pełny? W zaistniałych okolicznościach na pewno pusty.
-Slashie… - szepnął Axl przez sen.
Była to chyba jedna z najsłodszych rzeczy, którą Gitarzysta usłyszał w swoim życiu.
-Slash… nie… proszę… Slashie… Ja się postaram, nie zabijaj mnie… - wyszeptał krzywiąc się.
Hudson spoważniał. O czym on śni?!
Nagle rozległ się przeraźliwy pisk Rudzielca. Obudził się cały spocony.
-Slash? – Spytał spoglądając w jego stronę. -Boże, kochanie, nic ci nie jest! – Wykrzyczał i podbiegł do niego. Wlazł mu na kolana i przytulił się do niego.
Saul pogłaskał go po włosach i pocałował w czubek głowy.
-Przepraszam! Przepraszam za wszystko, ja nie chciałem… Nie bądź zły… Kocham cię, naprawdę cię kocham! Pragnę cię, Slash, proszę… - Po policzkach Rudzielca pociekły łzy.
-Ciii – szepnął Kudłaty i przytulił chłopaka mocno do siebie.
Siedzieli w bezruchu bardzo długo.
W głowie Axla nie było w tej chwili niczego niezwiązanego ze Slashem. Twarz Slasha. Ciało Slasha. Dłonie Slasha. Włosy Slasha. Głos Slasha. Nogi Slasha. Slasha oczy. Slasha usta. Slasha… penis…
Natomiast w głowie Gitarzysty tkwiło „X”.
Cały czas rozmyślał, czy powiedzieć chłopakowi o tym, co dziś dostał, czy może jednak odpuścić…
-Axl… - za późno. Teraz już nie ma wyboru. – Dostałem coś dzisiaj… - Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej kopertę.
Rose nie zauważył nawet czerwonego „X”, zbyt ciekawiło go, co znajduje się w środku.
Wyjął zdjęcie.
Usta Rudzielca rozwarły się, a wzrok zatopił w tym, co zobaczył. Zakrył szybko ręką kroczę, aby Slash nie zauważył, co się z nim dzieje. Nie wyszło.
-Axl! – Krzyknął Kudłaty. – Miło mi, że ci staje na ten widok, ale nie o to teraz tu chodzi!
Rose spojrzał podniecony na Slasha.
-Przepraszam kochanie, ale to zdjęcie jest takie cudowne… Zaraz, zaraz. Skoro my jesteśmy na nim, to… Kto do cholery zrobił to zdjęcie?! – Pisnął Rudy.
-O to właśnie chodzi… Odwróć… - wyszeptał Slash.
Zszokowany chłopak wykonał posłusznie polecenie. Przeczytał napis.
Pisk. Przeraźliwy pisk Axla i jeszcze więcej łez.
-Boże… Slashie… - zawył płacząc. Chwycił mocno zdjęcie i podarł je na jak najmniejsze kawałeczki. Zaczął panikować. Zrobiłby sobie zapewne krzywdę gdyby nie mocny uścisk jego chłopaka.
Rose odchylił głowę.
-Nie Saul, to nie może być prawdą! „X” nie było przy naszym pierwszym razie! To niemożliwe! Powiedz, że to niemożliwe! Prawda? Slash…? Dlaczego się nie odzywasz?!
Hudson patrzył się na strzępki fotografii. Nie wiedział, co powiedzieć. W jego głowie cały czas rozwijała się myśl, że „X” jest kimś z Gunsów.
Axl wpadł na to samo.
-Slashie… Bo tak sobie myślę… uhm… A co… A co jeśli „X”… jest jednym z nas? – Jego głos drżał. – Co jeśli „X” to Duff? Albo Heder? Albo Izzy? Albo Steven?
Gitarzysta pogłaskał chłopaka po rudych włosach.
-Spokojnie… Na pewno tak nie jest. – Zapewnił go Slasha, jednak sam do końca nie wierzył w to, co mówi.
Zajebiste! Na prawdę ciekawy rozdział! Czekam na więcej! :3
OdpowiedzUsuńSteven to X, ja to wiem. :D
OdpowiedzUsuńZROBILAS Z AXLA TAKA DZIEWCZECA CIPE I MNIE TO STRASZNIE BAWI XDDD
OdpowiedzUsuńALE JEST ZAJEBISCIE :DDDDDDDDDD
ROZDZIAŁ ZAJEBISTY, OPOWIADANIE ZAJEBISTE, TY ZAJEBISTA I KURWA PISZ CZESCIEJ NOOOOOO XD
~ wcale czegoś nie brakuje na początku... :c
~ JA <333333333333
Zajebista zajabistosc w czystej postaci. :D pisz dalej. Ty mózgu moj Ty <3 rozwijasz moja wyobraznie, nie ma co xd wez wydaj z tego ksiazke czy cos, specjalnie dla mnie! z taka zajebiscie dluga dedykacja na poczatku <3
OdpowiedzUsuńPISZ. PISZ. PISZ.
Bułka.
OdpowiedzUsuńKurwaaaaaaa....I CO DALEJ!!!!! Ja chcę kolejny rozdział ;_;
OdpowiedzUsuńAle tak myślę....na początku ten czerwony spray w torbie Heder i ten list od Stevena, potem ta akcja ze zdjęciem+Steven kręcący się w pobliżu ów muzeum i jego wymówka, więc wynika, że Steven albo Heder...Ale wróćmy do początku. Kto dał Heder tabletki wiedząc o jej problemach? Kto zaczepił ją na ławce i jej groził, a potem kto przyniósł jej torbę z puszkami?
Główni podejrzani: Steven i Heder. Podmioty poboczne, które zataczają wokół siebie tajemnicę: Michael Monroe i te laseczki (oni mogą współpracować). Chyba, że jest jeszcze inny podmiot poboczny, którego nie ujawniłaś. Dziewczyna Izzy'ego? Skąd miałaby zdjęcie, przecież jej tam nie było? Pies? Zbyt późno znaleziony. Izzy? Po co? Duff? Niee...
TAK DUŻO PYTAŃ, A TAK MAŁO ODPOWIEDZI ;__; Jesteś miszczem zUa ;___;
PS Zapraszam do mnie --------->http://the-garden-of-idiots.blogspot.com/
Usuń