Gapienie się pusto w sztukę zdecydowanie nie jest lekarstwem na złamane serce. Przekonał się o tym Slash siedzący przez cały dzień w Los Angeles County Museum of Art. Znalazł sobie jedno z cichszych pomieszczeń z ponurymi obrazami pełnymi agresji i seksu, do którego raczej nikt nie zaglądał, ponieważ podziwianie tamtejszej sztuki nie było zbyt przyjemne. Chłopak stanął w najdalszym kącie, do którego już prawie nie dochodziło światło. Oparł się o ścianę i zsunął się po niej jakby to ona pchała go ku dołowi. Czuł się taki bezbronny. Bez znaczenia. Czuł się nieważny. Skulił nogi i odchylił głowę do tyłu. Wydawała się ona jemu tak ciężka, że gdyby nie ściana, przy której, chcąc nie chcąc, głowa się zatrzymała zapewne spadłaby na ziemię. Włosami zasłonił oczy. Ręce oparł o kolana. Chciał po prostu zniknąć. Chciał zapomnieć. Tylko, czy tak się da? Slash rozchylił lekko usta. Nie miał już siły się ruszyć. Był za ciężki, czuł się za ciężki. Bezsilny. Właśnie tak czuje się człowiek ze złamanym sercem. Znasz to uczucie? Wiesz jak to jest? Nie wiesz. Nie wiesz jak to jest mieć złamane serce przez Axla. Nie masz kurwa pojęcia. I nie chcesz mieć.
Przed oczami chłopaka ukazała się scena, kiedy Rose podszedł do niego wyznając mu miłość. W głowie usłyszał jego niski, cichy głos: ‘’Slashie, kocham cię…” Tak mówił? Powiedział, że będzie go kochał na zawsze?
Axl, pamiętasz to?
Ukazał mu się ich pierwszy raz. Usłyszał jęczenia chłopaka, jak gdyby był tuż przy nim. Zobaczył wijącego się przed nim z podniecenia Rudzielca.
Poczuł, że Rose przytula się do niego szepcząc mu do ucha jak bardzo go kocha.
Chwyta go za rękę i całuje w usta.
Słyszy ich pierwszą kłótnię. Jak źle się po niej czuł. Jak bardzo mu go brakuje.
Wreszcie chwila, kiedy zobaczył go pierwszy raz na oczy. Siedział wtedy gdzieś trzymając gitarę i nagle wpada rudy chłopak. Uśmiecha się.
-Jestem Axl – mówi. - Chcę być wokalistą.
Jego usta.
Jego uśmiech.
Jego oczy.
Jego dłonie.
Jego ciało.Axl…
Axl… Gdzie jesteś?
Axl, gdzie jesteś, kiedy cię potrzebuję?
Axl… kochanie…
Po policzku Slasha pociekła łza. Poczuł dziwne kłucie w sercu. Jakby ktoś wbił w nie kilkaset małych igiełek.
-Jak mogłeś mi to, kurwa, zrobić…? – Wyszeptał płacząc.
Zaczął się trząść. Ujrzał chwilę, która na zawsze pozostanie w jego pamięci.Pisk Axla. Biegnę do niego, co się stało? Kochanie, wszystko w porządku? Patrzę na ścianę. Nie wierzę. Co to… Axl? Tłumaczy się. Nie wiesz, co to? Kochasz mnie? Nie znasz X? Myślisz, że mi to wystarczy? Że ci uwierzę? Że ot tak zapomnę? Czuję, że zaraz się rozpłaczę. Wychodzę z pokoju. Wychodzę z domu. Jak najdalej stąd. Nie chcę słyszeć żadnych tłumaczeń. Idę przed siebie. Ale… Wiesz, że cię kocham, tak? Wiesz o tym? Jak mogłeś?!
Zrobiło się cicho. Ciszej niż cicho. Głucho. Miło. Ciepło.
Chyba mdleję… Pomocy… Axl…
Heder doszła do domu. Stanęła przed drzwiami.
Okej. Teraz muszę wymyślić jakąś wiarygodną wersję wydarzeń. Gdzie byłam? Axl powiedział, że gustuje w chłopcach, potem wybiegłam i pojechałam do kuzynki. Do kuzynki? Kurwa, serio? Na nic lepszego cię dziewczyno nie stać?! Byłam u… Dobra, niech zostanie już ta kuzynka. Musiałam kilka spraw przemyśleć, bla bla bla. Dobra.Nacisnęła klamkę i weszła do środka. Było dziwnie cicho. Za cicho, jak na ten dom
-Halo? – Zapytała zachrypniętym głosem. – Jest tu ktoś?
Weszła do salonu. Na kanapie siedział Axl odwrócony do ściany. Nie ruszał się. Dziewczyna zwróciła uwagę na napis.
-Ja pierdolę- pomyślała. – Co jest z tym miejscem?!
Podeszła bliżej. Od razu poczuła woń alkoholu.
-Axl? – Zapytała niepewnie. – Wszystko w porzą…
-Najebałem się – przerwał jej chłopak bez przerwy patrząc na ścianę. – Nie zadawaj mi tak trudnych pytań.
Heder usiadła obok niego. Chłopak trzymał w ręku małe pudełko.
-Co to jest? – Wskazała palcem na ścianę. – Kto to X?
Chłopak wzruszył ramionami. Otworzył usta jednak nic nie powiedział. Przekrzywił głowę. Rude kosmyki zasłoniły mu twarz.
-Nie wiem – wydusił w końcu. – Ale rozpierdolę go…
Nagle wstał i wyciągnął z pudełka nóż. Podbiegł do ściany i zaczął skrobać farbę. Zaczął od „X”.
Dziewczyna przyglądała mu się zdziwiona. Tynk odlatywał płatami, jeszcze nigdy nie widziała, by ktoś miał tyle siły i był tak stanowczy w tym, co robi jak w tej chwili Axl.
Kiedy już zeskrobał większą część napisu i jedyne, co zostało był początek „wiadomości”, który znajdował się po prostu za wysoko, aby Axl mógł go dosięgnąć, olśniło go. Tak nagle. Coś do niego dotarło.
Odwrócił się w stronę dziewczyny.
Wyglądała mniej więcej jak zwykle, a jednak coś zdecydowanie się zmieniło. Była inna.
Chłopak zmrużył oczy i zmierzył ją od stóp do głowy. Nadal była średniego wzrostu śliczną blondynką, jednak nie wyglądała tak, jak ją zapamiętał. Miał wrażenie, że nie widział ją latami. Może, dlatego, że podczas jej nieobecności tyle się wydarzyło…
-Co się z tobą działo? – Wysyczał wrogo.
Dziewczynę przeszedł dreszcz.
-Ja… Byłam u kuzynki… Musiałam… Musiałam przemyśleć kilka spraw. – Heder nabrała pewności siebie. – Bo jednak nie codziennie dziewczyny dowiadują się, że ich chłopak jest gejem.
Rose podszedł do niej stanowczym krokiem i złapał ją mocno za jeden nadgarstek. Heder próbowała wyrwać rękę z uścisku jednak nie była na tyle silna.
-Przestań kłamać, kurwa i powiedz gdzie byłaś! – Wykrzyczał wściekły rudzielec.
-Nic nie powiem dopóki mnie nie puścisz idioto! – Wyjęczała.
Dziewczyna zaczęła się wyrywać. Jednak im bardziej próbowała tym mocniej Axl ją ściskał.
Naskoczył na nią i w ataku furii zaczął ją dusić, szarpać i bić. Kiedy już znajdował się na jej plecach, Heder z całej siły cofając się wbiegła na ścianę tak, aby chłopakiem w nią uderzyć. Pękła. Na ścianie pojawiła się dość spora rysa. Obraz, który wisiał kilka metrów dalej spadł na ziemię roztrzaskując ramę na małe kawałeczki.
-Puszczaj mnie debilu, zaraz mnie udusisz! – Krzyknęła dziewczyna. W tym momencie pojawił się ni stąd ni zowąd Mr. Invisible, czyli Izzy.
Usłyszał on tłuczenie szkła, krzyki i płacz, więc łaskawie odłożył swoją gitarę i poszedł sprawdzić, co się dzieje. Podbiegł szybko do Axla i odciągnął go od Heder.
-Czy wy, kurwa, zawsze jak się widzicie to musicie się bić?! – Wysapał zmęczony, ponieważ Rose nie dawał za wygraną i nie było łatwo go uspokoić.
-Ona jest „X”! Ona jest do cholery „X”! Zabiję cię! – Stradlin przygniótł rudego do kanapy.
Dziewczyna postukała się w głowę.
-Tu się kurwa jebnij! Ja „X”? Mnie tu kurwa nawet nie było!!! Świrujesz!
Duff krzątał się bez sensu po okolicy zupełnie nie świadomy tego, że to, czego szukał od dawna siedziało już u niego w domu. Ze strzelbą pod kataną modlił się tylko, aby żaden gliniarz nie poprosił go o pokazanie pozwolenia na broń. Logiczne było, że go nie miał. Skąd ktoś taki jak on miał mieć pozwolenie na broń? Przecież on nawet nie pamięta swojej daty urodzin.
-Jak, kurwa, nie pamiętam swojej daty urodzin?! Oczywiście, że pamię… Od dzisiaj nie piję.
Warte uwagi i bardzo inteligentne, na głos wypowiedziane przemyślenia Duffa – bezcenne.
-Fuck you and paint my house! – Dodał.
Ale, właściwie, to, co on tu robił? Dopiero teraz, gdy emocje trochę opadły, zrozumiał, że jest tylko małą kropką (191cm wzrostu nie robiło w tej chwili żadnej różnicy) w ogromnej, dzikiej dżungli, jaką jest LA.
On chce tu znaleźć Heder? Sam? Przecież ona może być wszędzie.
-Welcome to the jungle, we got fun n’ games. We got everything you want, honey we know the names – zanucił. – We are the people that can find, whatever you may need…
-If you got the money, honey, we got your disease… - dokończył ktoś za niego. – Welcome to the jungle. My jungle.
Po chłopaku przeszedł dreszcz na dźwięk tego przerażającego głosu. Był tak cichy, że ledwo słyszalny, a jednak przeszył go całego. Czuł go w sobie wszędzie, jakkolwiek dziwnie by to nie miało brzmieć. Odwrócił się, jednak nikogo przy nim nie było.
-Co do… - spojrzał na ziemię. Przed nim leżała mała lalka. Wyglądała na jedną z tych plastikowych podrób prawdziwych porcelanowych lalek. Była naga. Jedyne, co odróżniało ją od zwyczajnej zabawki były czarne loki i charakterystyczny kapelusz. Slash?
McKagan podniósł lalkę. Na jej twarzy namalowane było czerwone „X”.
-Ja pierdole, ale ci ludzie głupi… - powiedział sam do siebie. Można było przecież zrozumieć, że ktoś nie lubił Guns N’ Roses, ale… W sumie to nie, nie można było tego zrozumieć.
Odwrócił zabawkę. W jej plecach zamontowany był odtwarzacz, który można było uruchomić za pomocą jednego pociągnięcia za sznurek.
Duff zawahał się. Pociągnięcie za ów sznurek symbolizowałoby uzależnienie Guns N’ Roses od innych, liczenie się z ich zdaniem, oznaczałoby to, że im na nich zależy… Jednak ciekawość wzięła nad nim górę. Przecież nikt nie patrzył… Może to tylko głupi żart.
-Powinieneś, stary, trochę wyluzować… - powiedział sam do siebie.
Usiadł na najbliższej ławce i, już teraz bez wahania, pociągnął za sznurek. Usłyszał dziwny szum. Po chwili jednak sztuczny, bezuczuciowy głos wyszeptał:
-Małpa widzi, małpa robi…*
Chwila szumu.
Koniec.
Zdziwiony chłopak popatrzył na laleczkę Slasha. Powtórzył pod nosem słowa, które przed chwilą usłyszał.
-Małpa widzi, małpa… Kurwa mać! – McKagan zerwał się natychmiast z ławki i chowając „to coś” do kieszeni i co sił w nogach, zupełnie zapominając o broni, pobiegł do domu.
Przed oczami chłopaka ukazała się scena, kiedy Rose podszedł do niego wyznając mu miłość. W głowie usłyszał jego niski, cichy głos: ‘’Slashie, kocham cię…” Tak mówił? Powiedział, że będzie go kochał na zawsze?
Axl, pamiętasz to?
Ukazał mu się ich pierwszy raz. Usłyszał jęczenia chłopaka, jak gdyby był tuż przy nim. Zobaczył wijącego się przed nim z podniecenia Rudzielca.
Poczuł, że Rose przytula się do niego szepcząc mu do ucha jak bardzo go kocha.
Chwyta go za rękę i całuje w usta.
Słyszy ich pierwszą kłótnię. Jak źle się po niej czuł. Jak bardzo mu go brakuje.
Wreszcie chwila, kiedy zobaczył go pierwszy raz na oczy. Siedział wtedy gdzieś trzymając gitarę i nagle wpada rudy chłopak. Uśmiecha się.
-Jestem Axl – mówi. - Chcę być wokalistą.
Jego usta.
Jego uśmiech.
Jego oczy.
Jego dłonie.
Jego ciało.Axl…
Axl… Gdzie jesteś?
Axl, gdzie jesteś, kiedy cię potrzebuję?
Axl… kochanie…
Po policzku Slasha pociekła łza. Poczuł dziwne kłucie w sercu. Jakby ktoś wbił w nie kilkaset małych igiełek.
-Jak mogłeś mi to, kurwa, zrobić…? – Wyszeptał płacząc.
Zaczął się trząść. Ujrzał chwilę, która na zawsze pozostanie w jego pamięci.Pisk Axla. Biegnę do niego, co się stało? Kochanie, wszystko w porządku? Patrzę na ścianę. Nie wierzę. Co to… Axl? Tłumaczy się. Nie wiesz, co to? Kochasz mnie? Nie znasz X? Myślisz, że mi to wystarczy? Że ci uwierzę? Że ot tak zapomnę? Czuję, że zaraz się rozpłaczę. Wychodzę z pokoju. Wychodzę z domu. Jak najdalej stąd. Nie chcę słyszeć żadnych tłumaczeń. Idę przed siebie. Ale… Wiesz, że cię kocham, tak? Wiesz o tym? Jak mogłeś?!
Zrobiło się cicho. Ciszej niż cicho. Głucho. Miło. Ciepło.
Chyba mdleję… Pomocy… Axl…
Heder doszła do domu. Stanęła przed drzwiami.
Okej. Teraz muszę wymyślić jakąś wiarygodną wersję wydarzeń. Gdzie byłam? Axl powiedział, że gustuje w chłopcach, potem wybiegłam i pojechałam do kuzynki. Do kuzynki? Kurwa, serio? Na nic lepszego cię dziewczyno nie stać?! Byłam u… Dobra, niech zostanie już ta kuzynka. Musiałam kilka spraw przemyśleć, bla bla bla. Dobra.Nacisnęła klamkę i weszła do środka. Było dziwnie cicho. Za cicho, jak na ten dom
-Halo? – Zapytała zachrypniętym głosem. – Jest tu ktoś?
Weszła do salonu. Na kanapie siedział Axl odwrócony do ściany. Nie ruszał się. Dziewczyna zwróciła uwagę na napis.
-Ja pierdolę- pomyślała. – Co jest z tym miejscem?!
Podeszła bliżej. Od razu poczuła woń alkoholu.
-Axl? – Zapytała niepewnie. – Wszystko w porzą…
-Najebałem się – przerwał jej chłopak bez przerwy patrząc na ścianę. – Nie zadawaj mi tak trudnych pytań.
Heder usiadła obok niego. Chłopak trzymał w ręku małe pudełko.
-Co to jest? – Wskazała palcem na ścianę. – Kto to X?
Chłopak wzruszył ramionami. Otworzył usta jednak nic nie powiedział. Przekrzywił głowę. Rude kosmyki zasłoniły mu twarz.
-Nie wiem – wydusił w końcu. – Ale rozpierdolę go…
Nagle wstał i wyciągnął z pudełka nóż. Podbiegł do ściany i zaczął skrobać farbę. Zaczął od „X”.
Dziewczyna przyglądała mu się zdziwiona. Tynk odlatywał płatami, jeszcze nigdy nie widziała, by ktoś miał tyle siły i był tak stanowczy w tym, co robi jak w tej chwili Axl.
Kiedy już zeskrobał większą część napisu i jedyne, co zostało był początek „wiadomości”, który znajdował się po prostu za wysoko, aby Axl mógł go dosięgnąć, olśniło go. Tak nagle. Coś do niego dotarło.
Odwrócił się w stronę dziewczyny.
Wyglądała mniej więcej jak zwykle, a jednak coś zdecydowanie się zmieniło. Była inna.
Chłopak zmrużył oczy i zmierzył ją od stóp do głowy. Nadal była średniego wzrostu śliczną blondynką, jednak nie wyglądała tak, jak ją zapamiętał. Miał wrażenie, że nie widział ją latami. Może, dlatego, że podczas jej nieobecności tyle się wydarzyło…
-Co się z tobą działo? – Wysyczał wrogo.
Dziewczynę przeszedł dreszcz.
-Ja… Byłam u kuzynki… Musiałam… Musiałam przemyśleć kilka spraw. – Heder nabrała pewności siebie. – Bo jednak nie codziennie dziewczyny dowiadują się, że ich chłopak jest gejem.
Rose podszedł do niej stanowczym krokiem i złapał ją mocno za jeden nadgarstek. Heder próbowała wyrwać rękę z uścisku jednak nie była na tyle silna.
-Przestań kłamać, kurwa i powiedz gdzie byłaś! – Wykrzyczał wściekły rudzielec.
-Nic nie powiem dopóki mnie nie puścisz idioto! – Wyjęczała.
Dziewczyna zaczęła się wyrywać. Jednak im bardziej próbowała tym mocniej Axl ją ściskał.
Naskoczył na nią i w ataku furii zaczął ją dusić, szarpać i bić. Kiedy już znajdował się na jej plecach, Heder z całej siły cofając się wbiegła na ścianę tak, aby chłopakiem w nią uderzyć. Pękła. Na ścianie pojawiła się dość spora rysa. Obraz, który wisiał kilka metrów dalej spadł na ziemię roztrzaskując ramę na małe kawałeczki.
-Puszczaj mnie debilu, zaraz mnie udusisz! – Krzyknęła dziewczyna. W tym momencie pojawił się ni stąd ni zowąd Mr. Invisible, czyli Izzy.
Usłyszał on tłuczenie szkła, krzyki i płacz, więc łaskawie odłożył swoją gitarę i poszedł sprawdzić, co się dzieje. Podbiegł szybko do Axla i odciągnął go od Heder.
-Czy wy, kurwa, zawsze jak się widzicie to musicie się bić?! – Wysapał zmęczony, ponieważ Rose nie dawał za wygraną i nie było łatwo go uspokoić.
-Ona jest „X”! Ona jest do cholery „X”! Zabiję cię! – Stradlin przygniótł rudego do kanapy.
Dziewczyna postukała się w głowę.
-Tu się kurwa jebnij! Ja „X”? Mnie tu kurwa nawet nie było!!! Świrujesz!
Duff krzątał się bez sensu po okolicy zupełnie nie świadomy tego, że to, czego szukał od dawna siedziało już u niego w domu. Ze strzelbą pod kataną modlił się tylko, aby żaden gliniarz nie poprosił go o pokazanie pozwolenia na broń. Logiczne było, że go nie miał. Skąd ktoś taki jak on miał mieć pozwolenie na broń? Przecież on nawet nie pamięta swojej daty urodzin.
-Jak, kurwa, nie pamiętam swojej daty urodzin?! Oczywiście, że pamię… Od dzisiaj nie piję.
Warte uwagi i bardzo inteligentne, na głos wypowiedziane przemyślenia Duffa – bezcenne.
-Fuck you and paint my house! – Dodał.
Ale, właściwie, to, co on tu robił? Dopiero teraz, gdy emocje trochę opadły, zrozumiał, że jest tylko małą kropką (191cm wzrostu nie robiło w tej chwili żadnej różnicy) w ogromnej, dzikiej dżungli, jaką jest LA.
On chce tu znaleźć Heder? Sam? Przecież ona może być wszędzie.
-Welcome to the jungle, we got fun n’ games. We got everything you want, honey we know the names – zanucił. – We are the people that can find, whatever you may need…
-If you got the money, honey, we got your disease… - dokończył ktoś za niego. – Welcome to the jungle. My jungle.
Po chłopaku przeszedł dreszcz na dźwięk tego przerażającego głosu. Był tak cichy, że ledwo słyszalny, a jednak przeszył go całego. Czuł go w sobie wszędzie, jakkolwiek dziwnie by to nie miało brzmieć. Odwrócił się, jednak nikogo przy nim nie było.
-Co do… - spojrzał na ziemię. Przed nim leżała mała lalka. Wyglądała na jedną z tych plastikowych podrób prawdziwych porcelanowych lalek. Była naga. Jedyne, co odróżniało ją od zwyczajnej zabawki były czarne loki i charakterystyczny kapelusz. Slash?
McKagan podniósł lalkę. Na jej twarzy namalowane było czerwone „X”.
-Ja pierdole, ale ci ludzie głupi… - powiedział sam do siebie. Można było przecież zrozumieć, że ktoś nie lubił Guns N’ Roses, ale… W sumie to nie, nie można było tego zrozumieć.
Odwrócił zabawkę. W jej plecach zamontowany był odtwarzacz, który można było uruchomić za pomocą jednego pociągnięcia za sznurek.
Duff zawahał się. Pociągnięcie za ów sznurek symbolizowałoby uzależnienie Guns N’ Roses od innych, liczenie się z ich zdaniem, oznaczałoby to, że im na nich zależy… Jednak ciekawość wzięła nad nim górę. Przecież nikt nie patrzył… Może to tylko głupi żart.
-Powinieneś, stary, trochę wyluzować… - powiedział sam do siebie.
Usiadł na najbliższej ławce i, już teraz bez wahania, pociągnął za sznurek. Usłyszał dziwny szum. Po chwili jednak sztuczny, bezuczuciowy głos wyszeptał:
-Małpa widzi, małpa robi…*
Chwila szumu.
Koniec.
Zdziwiony chłopak popatrzył na laleczkę Slasha. Powtórzył pod nosem słowa, które przed chwilą usłyszał.
-Małpa widzi, małpa… Kurwa mać! – McKagan zerwał się natychmiast z ławki i chowając „to coś” do kieszeni i co sił w nogach, zupełnie zapominając o broni, pobiegł do domu.
-Axl, Axl, Axl! – McKagan wbiegł przerażony do domu. – Ax… Boże kochany! Heder! – Nie zwracając już na nic uwagi poza dziewczyną podszedł do niej i objął. Pocałował ją w głowę i szepnął do ucha:
-Nawet nie masz pojęcia, jak mi bez ciebie źle…
Blondynka uniosła twarz i wpiła się w czerwone usta chłopaka. Nie był to zwykły pocałunek, bo raczej coś na miarę wspólnego wymienienia się ślinotokiem za pomocą języka. Kiedy Duff wsadził jej rękę pod koszulkę, a Heder zaczęła sapać, Axl po prostu musiał zareagować.
-Idźcie się kurwa ruchać gdzie indziej! – Pisnął.
Dziewczyna uśmiechnęła się nadal przywierając ustami do chłopaka.
McKagan zacisnął pięści i z niechęcią odwrócił się w stronę Rudzielca.
-Stary – zaczął. – Nie wiem, co się tu dzieje, ale znalazłem… Dlaczego, kurwa, nie ma już farby na ścianie?! Zeskrobałeś ją ty skurwysynie niedorobiony?! – zwrócił uwagę na miejsce, w którym jeszcze niedawno znajdował się napis.
Axl przewrócił oczami.
-Długa historia… Opowiem ci ją przy najbliższym rodzinnym spotkaniu przy herbatce u twojej babci – odpyskował.
Heder zachichotała.
-To było raz, idioto! – Zaprotestował wkurzony Duff. - Raz i to się już nigdy nie powtórzy! Nigdy więcej! Ale musisz przyznać, że moja babcia jest fajna i…
-Do rzeczy kurwa! – Przerwał mu już nerwowy Rose.
Blondyn wyjął z kieszeni laleczkę Slasha.
-Słuchaj, znalazłem dziś to… - podał zabawkę Rudzielcowi.
Axl skamieniał. Zaczął oddychać bardzo głośno i nierówno. Zrobiło mu się niedobrze. Kręciło mu się w głowie.
Miał przed sobą podobiznę swojego ukochanego, na której twarzy namalowane było czerwone „X”. „X” kurwa. Dlaczego?!
-Po… pociągnij za sznurek… - powiedział niepewnie Duff, który nie rozumiał sytuacji, ale wiedział, że coś jest nie tak.
W oczach Rose’a stanęły łzy. Jego ręce trzęsły się, co zdecydowanie utrudniało odwrócenie lalki. Spadła.
Heder momentalnie schyliła się by ją podnieść.
-Nie… Nie dotykaj… nie dotykaj tego – wyszeptał Axl.
Chłopak bardzo powoli sięgnął po zabawkę i pociągnął za sznurek.
Cisza.
Szum.
Nagle ponownie ten przerażający głos…
Małpa widzi, małpa…
Nie…
Boże… nie...
Nic nie widzę…
Nic nie czuję…
Mdleję…
Chyba umieram…
Kochanie…?
_________
*Małpa widzi, małpa robi = Monkey see, monkey do; angielski idiom oznaczający posłuszeństwo, powtarzanie tego, co robi tzw. tłum, oznacza to również bezmyślne i nieświadome wykonywanie "rozkazów" lub "poleceń" osoby z góry.
-Nawet nie masz pojęcia, jak mi bez ciebie źle…
Blondynka uniosła twarz i wpiła się w czerwone usta chłopaka. Nie był to zwykły pocałunek, bo raczej coś na miarę wspólnego wymienienia się ślinotokiem za pomocą języka. Kiedy Duff wsadził jej rękę pod koszulkę, a Heder zaczęła sapać, Axl po prostu musiał zareagować.
-Idźcie się kurwa ruchać gdzie indziej! – Pisnął.
Dziewczyna uśmiechnęła się nadal przywierając ustami do chłopaka.
McKagan zacisnął pięści i z niechęcią odwrócił się w stronę Rudzielca.
-Stary – zaczął. – Nie wiem, co się tu dzieje, ale znalazłem… Dlaczego, kurwa, nie ma już farby na ścianie?! Zeskrobałeś ją ty skurwysynie niedorobiony?! – zwrócił uwagę na miejsce, w którym jeszcze niedawno znajdował się napis.
Axl przewrócił oczami.
-Długa historia… Opowiem ci ją przy najbliższym rodzinnym spotkaniu przy herbatce u twojej babci – odpyskował.
Heder zachichotała.
-To było raz, idioto! – Zaprotestował wkurzony Duff. - Raz i to się już nigdy nie powtórzy! Nigdy więcej! Ale musisz przyznać, że moja babcia jest fajna i…
-Do rzeczy kurwa! – Przerwał mu już nerwowy Rose.
Blondyn wyjął z kieszeni laleczkę Slasha.
-Słuchaj, znalazłem dziś to… - podał zabawkę Rudzielcowi.
Axl skamieniał. Zaczął oddychać bardzo głośno i nierówno. Zrobiło mu się niedobrze. Kręciło mu się w głowie.
Miał przed sobą podobiznę swojego ukochanego, na której twarzy namalowane było czerwone „X”. „X” kurwa. Dlaczego?!
-Po… pociągnij za sznurek… - powiedział niepewnie Duff, który nie rozumiał sytuacji, ale wiedział, że coś jest nie tak.
W oczach Rose’a stanęły łzy. Jego ręce trzęsły się, co zdecydowanie utrudniało odwrócenie lalki. Spadła.
Heder momentalnie schyliła się by ją podnieść.
-Nie… Nie dotykaj… nie dotykaj tego – wyszeptał Axl.
Chłopak bardzo powoli sięgnął po zabawkę i pociągnął za sznurek.
Cisza.
Szum.
Nagle ponownie ten przerażający głos…
Małpa widzi, małpa…
Nie…
Boże… nie...
Nic nie widzę…
Nic nie czuję…
Mdleję…
Chyba umieram…
Kochanie…?
_________
*Małpa widzi, małpa robi = Monkey see, monkey do; angielski idiom oznaczający posłuszeństwo, powtarzanie tego, co robi tzw. tłum, oznacza to również bezmyślne i nieświadome wykonywanie "rozkazów" lub "poleceń" osoby z góry.
I CO, I JUŻ? A DEDYK, WYZNANIE MIŁOŚCI, COKOLWIEK? O B I E C A Ł A Ś ;______;
OdpowiedzUsuńczekam na nast. czesc i licze na twoja poprawe glupia palo DDDD:
Kuurde jak przeczytałąm "Małpa widzi, małpa robi..." to aż się zaśmiałam. No skąd ty to niby mogłaś wziąć cooooo?! xd :PPPP ale teraz to już w chuja nie wiem kto jest tym X. Coś w tym rozdziale zabrakło Stevena to może to on?...dobra, nie wiem poddaje się...:( czekam na nn! :P:):D:*xd:));p;D ( a jebne se buźki na koniec, co tam :P)
OdpowiedzUsuńTaka mała rada... Ogranicz te tabletki co Ci mama daje przed snem i wyjdź czasem do ludzi.
Usuńprzestań jeździć na barana publicznie bo już nigdy z domu nie wyjdzie XD
UsuńEj no ona ma przyjaciół, sama dzisiaj widziałaś ;c
UsuńBaran jest psychiczny. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńTa scena Duffa z Heder jak z taniej komedii romantycznej o zabarwieniu erotycznym (Jak zapewne wiesz lubię takie rzeczy If you know what I mean :D)
A co do Slashusia... Tuliłabym <3
nazwałaś moją twórczość tanią komiedią romantyczną GIŃ
UsuńWeź...potnę się herbatnikiem.
Usuńweź... zmień tekst bo wymyśliłam go z rok temu i już mi się znudził :*
Usuńlols. W takim razie: Czesz mi Tatiane.
UsuńTeraz to już wcale nie wiem kto jest tym X ;c
OdpowiedzUsuńAle piszesz zajebiście i nie jest to tanie komedia romantyczna.
Dawaj dalej zanim ciekawość zabije :D
Roma no kurwa, SPŁONIESZ :)
OdpowiedzUsuńWIDZĘ, ŻE TU ROMĘ WSZYSCY ZNAJĄ XD
UsuńKto ty? o.O
Usuń