5 chłopaków i jedna młoda kobietka siedzieli niespokojnie w wielkim korytarzu.
W pomieszczeniu panowała nerwowa atmosfera. Jeden, którego twarzy nie można było rozpoznać, ponieważ zasłaniała ją burza czarnych loków, tupał energicznie brązowym butem. Drugi – blondyn z nieudaną trwałą palił papierosa drastycznie się przy tym zaciągając i strzepując popiół na jasną podłogę. Trzeci siedział po turecku na ziemi wybijając jakiś cichy rytm swoimi pałeczkami. Kolejny, niewysoki, szczupły brunet siedział po drugiej stronie korytarza z głową podpartą o obie dłonie. Oddychał nierówno głośno przy tym sapiąc. Ostatni, średniego wzrostu, rudy krążył po korytarzu zaciskając pięści. W kącie, skulona, siedziała szczupła brunetka, niejaka Barbi von Greif, dziewczyna, której orgazm został uwieczniony w piosence ‘’Rocket Queen’’.
-Izzy? – Odezwał się Rose.
-Co? – Brunet podniósł na chwilę głowę.
-Gówno, jesteś do dupy.
Slash parsknął. Stradlin przewrócił tylko oczami i zatopił ponownie twarz w swoich dłoniach. Axl krążył dalej. Minęło 15 minut i nadal nic się nie działo. Było to chyba pierwsze piętnaście minut ciszy Guns N’ Roses od… od zawsze.
-Popcorn? – Zaczął ponownie Rudy.
Steven przestał walić pałeczkami.
-Co?
-Nic, ty też jesteś do dupy.
Po chwili drzwi od gabinetu producenta otworzyły się. Stanął w nich średniego wzrostu mężczyzna, siwy i z dużym brzuchem. W ręku trzymał coś ciemnego, kwadratowego. Uśmiechnął się od ucha do ucha pokazując swoje małe, białe zęby. 6 par oczu skupiło się na przedmiocie, który trzymał. Wszyscy wstali i podeszli szybkim krokiem do mężczyzny. Ten odwórcił owy przedmiot i reszcie ukazał się krzyż z piecioma głowami.
Axl najszybciej jak potrafił chwycił winyl i podniósł do góry.
-Panie, panowie i Steven! – krzyknął. – Appetite For Destruction!!!
Rozbrzmiały krzyki i walenie pałeczkami Adlera o ścianę.
Rose stanął tyłem do reszty. Wyjął winyl z opakowania, chcąc pobyć z nim przez chwilę sam na sam.
Jednak gdy wyjął płytę z przerażenia podskoczył i zaczął piszczeć.
-Axl? – spytał Slash. – Wszystko dobrze? Co się stało? Pokaż płytę!
Chłopak spojrzał na gitarzystę, a winyl schował za plecami.
-Nie, nie, nie! Dajcie mi chwilę! Proszę! Zaraz wrócę.
Odwrócił się ponownie i wybiegł budynku, co sił w jego długich nogach.
Usiadł na ławce naprzeciw wytwórni i upewniając się, że nikogo w pobliżu nie ma wyjął z powrotem płytę, na której przyklejona była mała karteczka.
Widniał na niej napis:
„Gratuluję, to wasza destrukcja, Rose. Udupicie się nią prędzej, czy później. –X”
Axl przeczytał napis i zaczęły trzęść mu się ręce. Czy ktoś z Geffen robi sobie żarty?
To nie był pierwszy raz, kiedy dostał wiadomość z podpisem „X”, jednak wcześniej starał się tym nie przejmować i wyrzucał je po prostu nikomu o tym nie mówiąc. „Listy” skończyły się, kiedy poznał Heder. Aż do teraz.
-Kurwa – pomyślał. – Gdzie jest Heder?! Od kiedy jej nie ma? Dlaczego nikt tego nie zauważył? Trzeba o tym chyba powiedzieć Duffowi. Wypadałoby. Ostatnio coś z nią chyba kręcił.Chłopak zgniótł karteczkę i schował ją do kieszeni.
Powiedzieć reszcie? Zachować to dla siebie? Iść na policję? Jasne. Na policję… Axl, weź się jebnij. – Rose walnął się ręką w czoło. Pewnie, jeszcze glin im mało…
-Axl! – usłyszał wołanie. – Axl kurwa! Wszystko okej? – Slash podbiegł do niego i złapał za rękę.
-Tak. – odpowiedział. Palcem wytarł łzę, która nie wiadomo kiedy spłynęła po jego policzku. – Tak. Już wszystko dobrze.
Hudson przyłożył dłoń do twarzy chłopaka. Jego mina mówiła sama za siebie. Martwił się o Rudego. Od niedawna stał się taki…nerwowy. Jakby nie kontrolował swoich uczuć. Czy wszystko z nim w porządku? Znał go jednak na tyle dobrze, by wiedzieć, iż zadawanie mu w tej chwili tego pytania nie jest najlpeszym pomysłem. Wkurzyłoby go to jeszcze bardziej.
-Slashie, nie martw się o mnie. To tylko stres związany z tym wszystkim, co dzieje się teraz z Gunsami. Od zawsze czekałem na tę chwilę. Ty też, prawda?
Hudson nie skomentował.
To jest Axl. Axl jest nerwowy i nie można z nim dyskutować. Axl jak ma rację to ma rację, kiedy nie ma racji to i tak ma rację. Ale Axl i tak jest seksowny. Tadam.
Ruszyli w stronę vana, w którym wszyscy od dawna już na nich czekali.
Z samochodu rozlegała się głośna muzyka… o, Van Halen, no tak. Na tylnim siedzeniu Steven zajmował się Barbi. Oh, no tak, taki klasyk. Duff siedział za kierownicą zapewne zupełnie nieświadomy tego jak bardzo jest nawalony. Taak, to będzie dłuuuga podróż.
Rose otworzył drzwi. Wsiadł do auta trzymając Slasha mocno za rękę.
Izzy zajęty był podziwianiem swoich stóp, które zgrabnie leżały na przedniej szybie.
No cóż, Guns N’ Roses.
-Jedziemy, kurwa, bo zaraz zdechnę. – warknął gitarzysta.
Duff niczym oparzony podskoczył na siedzeniu i szybko odpalił auto. Chciał wycofać jednak samochód ruszył gwałtownie do tyłu. Hamulec, kurwa, hamulec. Tak, to będzie zdecydowanie dłuuga podróż. Chłopak odgarnął blond siano z twarzy jak gdyby nigdy nic. Why so serious?
Axl bez przerwy patrzył się w okno zupełnie nie zwracając uwagi na jazdę basisty.
Gaz do dechy, obrót, hamulec, zakręt nie w tę stronę, no kurwa trudno, gaz, gaz, hamulec.
Duff najwyraźniej bardzo skupiał się na powierzonym mu zadaniu.
-Stary, bo nas zabijesz, kurwa, oddawaj kółko. – nie wytrzymał w końcu Izzy. Chłopak spuścił nogi i zwinnie usiadł na kolanach blondasa.
McKagan przetarł oczy. Obiął Stradlina w pasie i wyszeptał mu do ucha:
-Oh, słodziutki, siwy dym, białe sadze…
Izzy wzrygnął się.
-Że kurwa, co?!
-No misiu, wiem, że mnie lubisz, masz ochotę na małe…
Nie zdążył na szczęście dokończyć, ponieważ brunet kopnął go w świątynie Duffa. Małego Duffa. No, miejsce między nogami.
-Ja pierdole, stary, najebany jesteś!
-To złaź ze mnie! – zaprotestował blondyn.
Chwilę potem Slash dał mu jednak do zrozumienia, że to on ma się przesiąść, więc McKagan przelazł na miejsce pasażera.
Axl dalej gapił się pusto w szybę. Coś go męczyło. Coś, o czym zapomniał.No kurwa, no miałem im coś powiedzieć. No ja pierdolę, no… stary, koniec z chlaniem. -Co tak cicho siedzisz, misiu? – zaciekawił się McKagan.
Rose przewrócił oczami.
-No, bo miałem wam coś powiedzieć, ale kurwa… Steven, kurwa mać, wszystko twoja wina.
Adler podniósł rozczochraną głowę spod tylnego siedzenia. Barbi westchnęła.
-Zajęty jestem kurwa, co znowu przeze mnie? – wkrztusił.
Axl oparł głowę o szybę.
-Zapomniałem. Zapominam przez dragi i chlanie. Dragi mam od ciebie. W większości. Twoja wina, kurwa, wypada to tak? Kolegom po pachu życie zatruwać?!
Steven otworzył szeroko oczy.
-Kurwa mać, stary, nie możesz mi tego potem powiedzieć? Pieprze teraz niezłą dupę.
Wtedy Rudego olśniło.Dupa…
Dobra dupa…
Dobra dupa, czyli kobieta…
Kobieta, czyli blondynka…
Blondynka…, czyli…
Szczupła dziewczyna szła szybkim krokiem ulicą. Była przestraszona. Zziębnięta. Cała się trzęsła. Nie wiedziała do końca gdzie jest, ale to nie to najbardziej ją przerażało. Najgorsza byłą myśl, że mogła być ona właśnie zgwałcona, nawet nie będąc tego pewna. I to przez najlepszego kumpla jej chłopaka. Przez gościa, którego zna od zawsze i przebywa z nim prawie 24/7. Przez Stevena.
Niczego nie pamiętała. Jedyne, co jej zostało to liścik, w którym „ktoś” zapewniał ją o wydarzeniach z zeszłej nocy i karteczka z adresem mieszkania. No nic. Szła dalej.
-Heder! Heder, zaczekaj! – usłyszała ciche wołanie.
Odwróciła się. Biegła w jej stronę jedna z dziewczyn, które poznała siedząc na ławcę tamtej nocy.
Świetnie. Może ta jej powie, co się wczoraj stało.
-Zapomniałaś torby. Zaczekaj. – Kurwa, jakiej torby?! A no może… okej.
W tej chwili Heder poznała dziewczynę. Była to ta gruba brunetka.
-Jej, dzięki – tylko tyle była w stanie jak na razie z siebie wydusić. Tamta noc nie dawała jej spokoju. –Nie wiesz może, dokąd poszłam wczoraj? No wiesz, kiedy już sobie od was… Dobra, nie ważne.
Brunetka zaciekawiła się. Podała jej czarną torbę i dodała:
-Chciałyśmy cię śledzić, ale jakoś nam nie wyszło… Muszę spadać. Trzymaj się, na razie.
Dziewczyna westchnęła. Chwyciła torbę i podniosła ją. Coś zabrzęczało.
-Kurwa – wysyczała.
Rozpięła zamek i zajrzała do środka. Oprócz tego, co powinno się tam znajdować znalazła także trzy pojemniki po czerwonym spreju. Były puste.
-Co do… - wyjęła je i rzuciła obojętnie na chodnik.
Zarzuciła torbę przez ramię i pobiegła w stronę metra. Metro zawiezie ją wszędzie. Może trafi wreszcie do jakiejś normalnej okolicy. O ile takie istnieją w Los Angeles…
-Heder kurwa! – wykrzyknął. Duff momentalnie się wyprostował.
Nagle temat rozmowy zszedł na tor, który by go ewentualnie interesował.
-Co Heder? – spytał.
Axl spojrzał na niego i popukał się w czoło.
-Kurwa nie ma jej. Od chuj wie kiedy.
O cholera, faktycznie. McKagan od razu wytrzeźwiał. Nie ma jego Heder. I to nawet nie on to zauważył. Nie ma JEGO Heder.
Przez myśl McKagana przeleciały te same pytania, który zadawał sobie jakieś 20 minut temu jego rudy kolega. Jednak blondyn zaczął jeszcze bardziej panikować.
-Kurwa, a co jak umarła? Co jak ją porwali na organy? Co jak sprzedali jej nerki albo mózg? Co jak ktoś ją zgwałcił? Albo każe jej się kurwić za pieniądze?!
Izzy chyba jako jedyny zauważył, że mózgu nie da się sprzedać komuś. Po co komu niedziałający mózg? Ale to nie to było w tej chwili najważniejsze.
Duff zaczął się wiercić. Był okropnie wkurzony. Wreszcie się w kimś naprawdę zakochał, a tego kogoś nagle nie ma. I on tego nawet nie zauważył.
Resztę drogi przebyli w ciszy. Nikt nie odważył się czegokolwiek z siebie wydusić.
Wjechali na podjazd. Pierwszy z auta wyskoczył Duff. Co sił w nogach pobiegł do kuchni, gdzie pod zlewem trzymał nielegalnie zdobyty karabin. Skąd on go miał? Oh, to już tajemnica McKagana.
Chłopak wybiegł z domu z bronią pod pachą krzycząc przy tym:
-Idę po ciebie, Heder! Zajebię każdego, kto zrobił ci krzywdę! Rose przestań poprawiać włosy bo to mnie zaczyna wkurwiać! Ale to tak przy okazji! Jak nie wrócę do wieczora, wzywajcie gliny!
Taaak, proszę państwa oto Duff. Kto by nie chciał mieć takiego faceta?
Axl z winylem w prawej ręce poczłapał do domu.
Wszedł zrezygnowany do salonu i rzucił się na kanapę. Spojrzał od niechcenia na ścianę naprzeciwko.
-Kurwa mać! – krzyknął i zerwał się z tapczanu.
Chłopak zasłonił twarz rękoma i zaczął piszczeć. Po policzkach pociekły mu łzy.
-Boże, Slash, proszę cię! Chodź tu, Slash…- wydusił.
Oczywiście brunet zaraz do niego przybiegł. Trwało to może z dwie sekundy, a on już był przy Rosie.
Gdy tylko obrócił głowę momentalnie zwrócił uwagę na to, na co patrzył się jego rudzielec.
-Ja pierdolę, Axl, co to do chuja?! – wykrzyczał wkurwiony.
-Slashie, błagam cię, naprawdę nie wiem! Proszę cię, kochanie! Przysięgam, nie wiem co to!
Gitarzysta cofnął się. Do salonu wszedł zaciekawiony Izzy. On także to zauważył. Cóż, trudno na to nie zwrócić uwagi… Jako jedyny jednak, odważył się przeczytać to, co zostało napisane czerwonym sprejem na całej szerokości:
„Ah, Rose, myślałeś, że da się to tak ukryć? Kochanie, nie powiesz im o nas? Buziak –X.”
W pomieszczeniu panowała nerwowa atmosfera. Jeden, którego twarzy nie można było rozpoznać, ponieważ zasłaniała ją burza czarnych loków, tupał energicznie brązowym butem. Drugi – blondyn z nieudaną trwałą palił papierosa drastycznie się przy tym zaciągając i strzepując popiół na jasną podłogę. Trzeci siedział po turecku na ziemi wybijając jakiś cichy rytm swoimi pałeczkami. Kolejny, niewysoki, szczupły brunet siedział po drugiej stronie korytarza z głową podpartą o obie dłonie. Oddychał nierówno głośno przy tym sapiąc. Ostatni, średniego wzrostu, rudy krążył po korytarzu zaciskając pięści. W kącie, skulona, siedziała szczupła brunetka, niejaka Barbi von Greif, dziewczyna, której orgazm został uwieczniony w piosence ‘’Rocket Queen’’.
-Izzy? – Odezwał się Rose.
-Co? – Brunet podniósł na chwilę głowę.
-Gówno, jesteś do dupy.
Slash parsknął. Stradlin przewrócił tylko oczami i zatopił ponownie twarz w swoich dłoniach. Axl krążył dalej. Minęło 15 minut i nadal nic się nie działo. Było to chyba pierwsze piętnaście minut ciszy Guns N’ Roses od… od zawsze.
-Popcorn? – Zaczął ponownie Rudy.
Steven przestał walić pałeczkami.
-Co?
-Nic, ty też jesteś do dupy.
Po chwili drzwi od gabinetu producenta otworzyły się. Stanął w nich średniego wzrostu mężczyzna, siwy i z dużym brzuchem. W ręku trzymał coś ciemnego, kwadratowego. Uśmiechnął się od ucha do ucha pokazując swoje małe, białe zęby. 6 par oczu skupiło się na przedmiocie, który trzymał. Wszyscy wstali i podeszli szybkim krokiem do mężczyzny. Ten odwórcił owy przedmiot i reszcie ukazał się krzyż z piecioma głowami.
Axl najszybciej jak potrafił chwycił winyl i podniósł do góry.
-Panie, panowie i Steven! – krzyknął. – Appetite For Destruction!!!
Rozbrzmiały krzyki i walenie pałeczkami Adlera o ścianę.
Rose stanął tyłem do reszty. Wyjął winyl z opakowania, chcąc pobyć z nim przez chwilę sam na sam.
Jednak gdy wyjął płytę z przerażenia podskoczył i zaczął piszczeć.
-Axl? – spytał Slash. – Wszystko dobrze? Co się stało? Pokaż płytę!
Chłopak spojrzał na gitarzystę, a winyl schował za plecami.
-Nie, nie, nie! Dajcie mi chwilę! Proszę! Zaraz wrócę.
Odwrócił się ponownie i wybiegł budynku, co sił w jego długich nogach.
Usiadł na ławce naprzeciw wytwórni i upewniając się, że nikogo w pobliżu nie ma wyjął z powrotem płytę, na której przyklejona była mała karteczka.
Widniał na niej napis:
„Gratuluję, to wasza destrukcja, Rose. Udupicie się nią prędzej, czy później. –X”
Axl przeczytał napis i zaczęły trzęść mu się ręce. Czy ktoś z Geffen robi sobie żarty?
To nie był pierwszy raz, kiedy dostał wiadomość z podpisem „X”, jednak wcześniej starał się tym nie przejmować i wyrzucał je po prostu nikomu o tym nie mówiąc. „Listy” skończyły się, kiedy poznał Heder. Aż do teraz.
-Kurwa – pomyślał. – Gdzie jest Heder?! Od kiedy jej nie ma? Dlaczego nikt tego nie zauważył? Trzeba o tym chyba powiedzieć Duffowi. Wypadałoby. Ostatnio coś z nią chyba kręcił.Chłopak zgniótł karteczkę i schował ją do kieszeni.
Powiedzieć reszcie? Zachować to dla siebie? Iść na policję? Jasne. Na policję… Axl, weź się jebnij. – Rose walnął się ręką w czoło. Pewnie, jeszcze glin im mało…
-Axl! – usłyszał wołanie. – Axl kurwa! Wszystko okej? – Slash podbiegł do niego i złapał za rękę.
-Tak. – odpowiedział. Palcem wytarł łzę, która nie wiadomo kiedy spłynęła po jego policzku. – Tak. Już wszystko dobrze.
Hudson przyłożył dłoń do twarzy chłopaka. Jego mina mówiła sama za siebie. Martwił się o Rudego. Od niedawna stał się taki…nerwowy. Jakby nie kontrolował swoich uczuć. Czy wszystko z nim w porządku? Znał go jednak na tyle dobrze, by wiedzieć, iż zadawanie mu w tej chwili tego pytania nie jest najlpeszym pomysłem. Wkurzyłoby go to jeszcze bardziej.
-Slashie, nie martw się o mnie. To tylko stres związany z tym wszystkim, co dzieje się teraz z Gunsami. Od zawsze czekałem na tę chwilę. Ty też, prawda?
Hudson nie skomentował.
To jest Axl. Axl jest nerwowy i nie można z nim dyskutować. Axl jak ma rację to ma rację, kiedy nie ma racji to i tak ma rację. Ale Axl i tak jest seksowny. Tadam.
Ruszyli w stronę vana, w którym wszyscy od dawna już na nich czekali.
Z samochodu rozlegała się głośna muzyka… o, Van Halen, no tak. Na tylnim siedzeniu Steven zajmował się Barbi. Oh, no tak, taki klasyk. Duff siedział za kierownicą zapewne zupełnie nieświadomy tego jak bardzo jest nawalony. Taak, to będzie dłuuuga podróż.
Rose otworzył drzwi. Wsiadł do auta trzymając Slasha mocno za rękę.
Izzy zajęty był podziwianiem swoich stóp, które zgrabnie leżały na przedniej szybie.
No cóż, Guns N’ Roses.
-Jedziemy, kurwa, bo zaraz zdechnę. – warknął gitarzysta.
Duff niczym oparzony podskoczył na siedzeniu i szybko odpalił auto. Chciał wycofać jednak samochód ruszył gwałtownie do tyłu. Hamulec, kurwa, hamulec. Tak, to będzie zdecydowanie dłuuga podróż. Chłopak odgarnął blond siano z twarzy jak gdyby nigdy nic. Why so serious?
Axl bez przerwy patrzył się w okno zupełnie nie zwracając uwagi na jazdę basisty.
Gaz do dechy, obrót, hamulec, zakręt nie w tę stronę, no kurwa trudno, gaz, gaz, hamulec.
Duff najwyraźniej bardzo skupiał się na powierzonym mu zadaniu.
-Stary, bo nas zabijesz, kurwa, oddawaj kółko. – nie wytrzymał w końcu Izzy. Chłopak spuścił nogi i zwinnie usiadł na kolanach blondasa.
McKagan przetarł oczy. Obiął Stradlina w pasie i wyszeptał mu do ucha:
-Oh, słodziutki, siwy dym, białe sadze…
Izzy wzrygnął się.
-Że kurwa, co?!
-No misiu, wiem, że mnie lubisz, masz ochotę na małe…
Nie zdążył na szczęście dokończyć, ponieważ brunet kopnął go w świątynie Duffa. Małego Duffa. No, miejsce między nogami.
-Ja pierdole, stary, najebany jesteś!
-To złaź ze mnie! – zaprotestował blondyn.
Chwilę potem Slash dał mu jednak do zrozumienia, że to on ma się przesiąść, więc McKagan przelazł na miejsce pasażera.
Axl dalej gapił się pusto w szybę. Coś go męczyło. Coś, o czym zapomniał.No kurwa, no miałem im coś powiedzieć. No ja pierdolę, no… stary, koniec z chlaniem. -Co tak cicho siedzisz, misiu? – zaciekawił się McKagan.
Rose przewrócił oczami.
-No, bo miałem wam coś powiedzieć, ale kurwa… Steven, kurwa mać, wszystko twoja wina.
Adler podniósł rozczochraną głowę spod tylnego siedzenia. Barbi westchnęła.
-Zajęty jestem kurwa, co znowu przeze mnie? – wkrztusił.
Axl oparł głowę o szybę.
-Zapomniałem. Zapominam przez dragi i chlanie. Dragi mam od ciebie. W większości. Twoja wina, kurwa, wypada to tak? Kolegom po pachu życie zatruwać?!
Steven otworzył szeroko oczy.
-Kurwa mać, stary, nie możesz mi tego potem powiedzieć? Pieprze teraz niezłą dupę.
Wtedy Rudego olśniło.Dupa…
Dobra dupa…
Dobra dupa, czyli kobieta…
Kobieta, czyli blondynka…
Blondynka…, czyli…
Szczupła dziewczyna szła szybkim krokiem ulicą. Była przestraszona. Zziębnięta. Cała się trzęsła. Nie wiedziała do końca gdzie jest, ale to nie to najbardziej ją przerażało. Najgorsza byłą myśl, że mogła być ona właśnie zgwałcona, nawet nie będąc tego pewna. I to przez najlepszego kumpla jej chłopaka. Przez gościa, którego zna od zawsze i przebywa z nim prawie 24/7. Przez Stevena.
Niczego nie pamiętała. Jedyne, co jej zostało to liścik, w którym „ktoś” zapewniał ją o wydarzeniach z zeszłej nocy i karteczka z adresem mieszkania. No nic. Szła dalej.
-Heder! Heder, zaczekaj! – usłyszała ciche wołanie.
Odwróciła się. Biegła w jej stronę jedna z dziewczyn, które poznała siedząc na ławcę tamtej nocy.
Świetnie. Może ta jej powie, co się wczoraj stało.
-Zapomniałaś torby. Zaczekaj. – Kurwa, jakiej torby?! A no może… okej.
W tej chwili Heder poznała dziewczynę. Była to ta gruba brunetka.
-Jej, dzięki – tylko tyle była w stanie jak na razie z siebie wydusić. Tamta noc nie dawała jej spokoju. –Nie wiesz może, dokąd poszłam wczoraj? No wiesz, kiedy już sobie od was… Dobra, nie ważne.
Brunetka zaciekawiła się. Podała jej czarną torbę i dodała:
-Chciałyśmy cię śledzić, ale jakoś nam nie wyszło… Muszę spadać. Trzymaj się, na razie.
Dziewczyna westchnęła. Chwyciła torbę i podniosła ją. Coś zabrzęczało.
-Kurwa – wysyczała.
Rozpięła zamek i zajrzała do środka. Oprócz tego, co powinno się tam znajdować znalazła także trzy pojemniki po czerwonym spreju. Były puste.
-Co do… - wyjęła je i rzuciła obojętnie na chodnik.
Zarzuciła torbę przez ramię i pobiegła w stronę metra. Metro zawiezie ją wszędzie. Może trafi wreszcie do jakiejś normalnej okolicy. O ile takie istnieją w Los Angeles…
-Heder kurwa! – wykrzyknął. Duff momentalnie się wyprostował.
Nagle temat rozmowy zszedł na tor, który by go ewentualnie interesował.
-Co Heder? – spytał.
Axl spojrzał na niego i popukał się w czoło.
-Kurwa nie ma jej. Od chuj wie kiedy.
O cholera, faktycznie. McKagan od razu wytrzeźwiał. Nie ma jego Heder. I to nawet nie on to zauważył. Nie ma JEGO Heder.
Przez myśl McKagana przeleciały te same pytania, który zadawał sobie jakieś 20 minut temu jego rudy kolega. Jednak blondyn zaczął jeszcze bardziej panikować.
-Kurwa, a co jak umarła? Co jak ją porwali na organy? Co jak sprzedali jej nerki albo mózg? Co jak ktoś ją zgwałcił? Albo każe jej się kurwić za pieniądze?!
Izzy chyba jako jedyny zauważył, że mózgu nie da się sprzedać komuś. Po co komu niedziałający mózg? Ale to nie to było w tej chwili najważniejsze.
Duff zaczął się wiercić. Był okropnie wkurzony. Wreszcie się w kimś naprawdę zakochał, a tego kogoś nagle nie ma. I on tego nawet nie zauważył.
Resztę drogi przebyli w ciszy. Nikt nie odważył się czegokolwiek z siebie wydusić.
Wjechali na podjazd. Pierwszy z auta wyskoczył Duff. Co sił w nogach pobiegł do kuchni, gdzie pod zlewem trzymał nielegalnie zdobyty karabin. Skąd on go miał? Oh, to już tajemnica McKagana.
Chłopak wybiegł z domu z bronią pod pachą krzycząc przy tym:
-Idę po ciebie, Heder! Zajebię każdego, kto zrobił ci krzywdę! Rose przestań poprawiać włosy bo to mnie zaczyna wkurwiać! Ale to tak przy okazji! Jak nie wrócę do wieczora, wzywajcie gliny!
Taaak, proszę państwa oto Duff. Kto by nie chciał mieć takiego faceta?
Axl z winylem w prawej ręce poczłapał do domu.
Wszedł zrezygnowany do salonu i rzucił się na kanapę. Spojrzał od niechcenia na ścianę naprzeciwko.
-Kurwa mać! – krzyknął i zerwał się z tapczanu.
Chłopak zasłonił twarz rękoma i zaczął piszczeć. Po policzkach pociekły mu łzy.
-Boże, Slash, proszę cię! Chodź tu, Slash…- wydusił.
Oczywiście brunet zaraz do niego przybiegł. Trwało to może z dwie sekundy, a on już był przy Rosie.
Gdy tylko obrócił głowę momentalnie zwrócił uwagę na to, na co patrzył się jego rudzielec.
-Ja pierdolę, Axl, co to do chuja?! – wykrzyczał wkurwiony.
-Slashie, błagam cię, naprawdę nie wiem! Proszę cię, kochanie! Przysięgam, nie wiem co to!
Gitarzysta cofnął się. Do salonu wszedł zaciekawiony Izzy. On także to zauważył. Cóż, trudno na to nie zwrócić uwagi… Jako jedyny jednak, odważył się przeczytać to, co zostało napisane czerwonym sprejem na całej szerokości:
„Ah, Rose, myślałeś, że da się to tak ukryć? Kochanie, nie powiesz im o nas? Buziak –X.”
Kocham <3 Pisz dalej ! Błagam, powiększ trochę litery. :D
OdpowiedzUsuń"To jest Axl. Axl jest nerwowy i nie można z nim dyskutować. Axl jak ma rację to ma rację, kiedy nie ma racji to i tak ma rację. Ale Axl i tak jest seksowny" Axleizm?
"Idę po ciebie, Heder!" :))))rozwaliłaś mnie tym.. no i nareszcie się doczekałam, choć początek i tak już znałam :P Super!! czekam :*
OdpowiedzUsuńOCH OCH JESTEŚ TAKA ZAJEBISTA OCH OCH I TAAAKA UTALENTOWANA OJEJ OJEJ OJEJ <33333333333333333333333333333333333 :* :* :*
OdpowiedzUsuńchociaż nie, jednak jesteś chujowa, zapomniałaś o dedykacji DLA MNIE D:
Ruchanie na tylnych siedzeniach *o*
OdpowiedzUsuńLe Mrrr <3
~ Sarajewo :D
Kolejny rozdział, i po raz kolejny uświadamiam sobie, że te opowiadanie jest moce, jakkolwiek by to nie zabrzmiało. W każdym bądź razie doskonale obrazujesz to jak mogłoby wyglądać Ich życie xd Oesu to dziwnie brzmi.
OdpowiedzUsuńUwielbiam Twój styl pisania, fakt czcionka trochę mała no ale trudno XD
Jakbyś się nie domyśliła to JESTEM TWOJĄ FANKĄ bitch ♥
Pisz, dalej, i dalej, bo jesteś skarbie GENIALNA ♥
Śmiem nawet twierdzić, że Twoje opowiadanie o Gunsach jest najlepsze w sieci jakie czytałam ♥
Czekam na kolejny rozdział ♥
KOCHAM CIĘ BITCH ♥ -dobra, za bardzo mnie poniosło-
___
I nadal nie mam pojęcia kto to ten ' X '
___
~Ashba~