-->

piątek, 1 lutego 2013

Rozdział 23



Najebany Izzy rozsiadł się na kanapie, a ponieważ wypił swoją ulubioną mieszankę wszystkiego z wszystkim, nie pamiętał nawet jak się nazywa, a co dopiero, że przed wyjściem z domu był wściekły na wszystkich i umówił się dzisiaj wieczorem z Alex.
Steven siedział przed lodówką na ziemi i próbował w niej ochłodzić swoją głowę.
Panowała cisza dopóki Izzy nie zebrał wszystkim sił, które mu pozostały i sięgnął po pilota. Nacisnął przycisk, jednak telewizor nie zareagował. Chłopak zaczął chaotycznie naduszać wszystkie możliwe guziki. Gdy to nie zadziałało rzucił pilotem w ekran.
-Wyrwaliście od niego kabel, idioto. – Dało się usłyszeć z wnętrza lodówki. – Możesz mu, kurwa, zaśpiewać i zatańczyć, bez prądu się nie włączy…
Stradlin westchnął. W tym domu nic nie działa, jak powinno. Chyba pora się przyzwyczaić…
Rozejrzał się dookoła. Wszystko było w miarę na swoim miejscu. Bas Duffa stał w rogu, gitara Slasha też, statyw z mikrofonem Axla także stał gdzieś pod ścianą. Izzy od dłuższego czasu zajmował się organizacją ich pierwszej trasy koncertowej, a po zespole ani śladu. Nagrali płytę, przy okazji została sprzedana w kilkuset tysiącach egzemplarzy w 2 tygodnie, co, jak na debiutancki album, jest niezłym osiągnięciem, chłopak przygotował też wstępną listę singli zawierającą: „It’s So Easy”, „Welcome To The Jungle”, „Sweet Child O’ Mine”, „Paradise City” i „Nightrain”. Załatwił Gunsom występ na festiwalu Monsters Of Rock w przyszłym roku w Donington. Zapisał także trasę koncertową, wyglądającą mniej więcej tak:

16 MARCA – Hollywood, Whisky A Go Go  - (kurwa, mieliśmy załatwić jakieś dziewczyny wijące się wokół Axla, ale oczywiście cholera wie jak to będzie, bo nagle sobie musiał wymyślić, że interesują go chłopcy.)
29 MARCA – Hollywood, The Roxy (UWAGA PAMIĘTAJ: żadnych dragów, bo nas właściciel już ostatnim razem chciał wykurwić) AXL!!!!!!!!!!!
10 MAJA – Hollywood – JESZCZE NIE WIEM GDZIE, ALE GDZIEŚ

KRÓTKA PRZERWA NA SIKU I ZAĆPANIE SIĘ NA ŚMIERĆ

19 CZERWCA – wreszcie Londyn! Marquee Club
22 CZERWCA –Marquee Club                                                           3 w 1 TRZEBA SPIĄĆ DUPE
28 CZERWCA –Marquee Club
1 SIERPNIA Hollywood, Whisky A Go Go WIELKI POWRÓT
2 SIERPNIA Hollywood, Whisky A Go Go
14 SIEPRNIA Halifax, Kanada – NIEOGARNIĘTE MIEJSCE KONCERTU!!!
16 SIERPNIA Corona, Kalifornia – Beer Gardens nie mamy jeszcze noclegu, nr +
1 567-234-6000
17 SIERPNIA Montreal, Kanada – Verdum Auditorium Axl masz tam zakaz wstępu, więc się ogarnij!
18 SIERPNIA Waterloo, Kanada – Super Skate 7 WTF RATTY, CO TO W OGÓLE ZA KLUB?!
19 SIERPNIA Toronto, Kanada – CNE Grandstand Biorą kasę za przejazdy +100$
21 SIERPNIA Detroit, Michigan – State Theatre ZWŁASZCZA TU NIE ROBIĆ GNOJU
22 SIERPNIA Chicago – Aragon Ballroom dzień wolny na zakupy. Ratty zna tani sklep z %
24 SPIERPNIA Winnipeg, Kanada – Winnipeg Arena
26 SIERPNIA Edmonton, Kanada – Edmonton Convention Centre mała publika, słabe after party, SPADAMY STĄD
27 SIERPNIA Calgary, Kanada – Max Bell Arena

więcej na razie nie wiem, Ratty ma zadzwonić w piątek i ustalimy, zwłaszcza Europę.
!!!CHCEMY DO NIEMIEC NA DOBRE PIWO!!!

Wszystko załatwiał Izzy. Śmiał nawet wątpić w to, czy Axl w ogóle wie, co osiągnęło AFD.
Niby to ich pierwsza trasa, świeży zespół, ale i tak aktywny był tylko Stradlin. Reszta miała wyjebane na to, co się stanie. Wydali płytę, zrobili swoje, a teraz leżą naćpani po kątach, albo pieprzą się całymi dniami. Za niecałe dwa tygodnie ma się zacząć największa przygoda ich życia, a ci pewnie nawet o tym nie wiedzą… Z takim nastawieniem długo nie wytrzymają. Izzy’ego i tak już wszystko wkurwia. Wszystko i wszyscy.
Odłożył kartkę na stół. Może ktoś ją kiedyś zauważy i dojdzie do wniosku, że może jednak warto by było się zainteresować.
-Izzy!!! – Rozmyślanie przerwał mu Steven.
-Czego kurwa?! – Chłopak o mało nie spadł z kanapy.
Wciąż mocno podpity Adler wyciągnął głowę z lodówki. Włosy miał mokre, ponieważ po kilku minutach sprzęt zaczął się rozmrażać. Perkusista miał przekrwione oczy, co oznaczałoby, że coś po drodze ćpał.
-Słuchaj, bo… uhm… pomyślałem sobie… - Poprawił sobie kroczę. – Obciągniesz mi, Stradlinku?
Izzy zerwał się z kanapy. Zszokowany stanął nad najebanym perkusistą i patrzył jak ten rozpina sobie rozporek.
-Ja pierdole, ty też?! – Krzyknął. – Nie wystarczy już dwóch pedałów w tym domu?
Steven skrzywił się.
-Nie jestem pedałem, Stradlinku. Po prostu mam chcicę, a nie ma tu żadnej kobiety… Muszę sobie chyba znaleźć dziewczynę…
W tym momencie brunetowi coś zaświtało. Dziewczyna… No właśnie! Przecież jest umówiony z Alex!
Nie mówiąc ani słowa puścił się pędem na górę. Odnalazł swój pokój i, jak szybko się tylko dało, odnalazł w tym syfie białą koszulę, czarne jeansy i marynarkę. Założył do tego srebrne creepersy i różowe skarpetki. Tak to Slash kiedyś powiedział: „Izzy wygląda jak Johnny Thunders”. Chyba coś w tym było… To trochę przerażające, bo przecież New York Dolls to totalny glam, a Gunsi chcieli przecież od tego odejść, dodając trochę punkowej fali swoim utworom.
Ale to jest mój styl – pomyślał Izzy. – Gówno, kogo to powinno obchodzić.
Chłopak przeczesał palcami włosy i wypryskał się dezodorantem.
Spojrzał na zegarek. Był umówiony na siódmą. Była 7:30.
Szybkim krokiem ruszył w stronę schodów, potykając się kilka razy zbiegł na dół i rzucił ciche: „wychodzę”. Otworzył drzwi. Już chciał wybiec, gdy nagle ktoś zatarasował mu drogę.
-Kurwa… - wysyczał Izzy.
-Nie, listonosz. – Odpowiedział mu wysoki mężczyzna w niebieskim stroju.
Stradlin poczerwieniał.
-Czy mieszka tu może Heder… Heder Taylor? – Zapytał wyciągając białą kopertę. – List dla niej przywiozłem. Od… Susan Taylor. Odbierze pan?
Izzy na odczepnego chwycił długopis, który podawał mu listonosz, podpisał w odpowiednim miejscu i zabrał list.
Wszedł szybko do domu.
-Heder? – Krzyknął, jednak nikt mu nie odpowiedział.
Chłopak wzruszył ramionami i odłożył kopertę na stół.
Wyszedł.

Heder i Duff siedzieli w pokoju chłopaka. Nie był on duży, w kształcie prostokąta.
Naprzeciwko drzwi znajdowało się duże okno. Na parapecie stały puszki i butelki po różnych alkoholach, metronom, – którego basista i tak nigdy nie używał, kilka na stosie położonych winyli i ramka ze zdjęciem. Na fotografii znajdowała się niewysoka, szczupła kobieta, mężczyzna i mały, wtedy jeszcze, Michael.
Dziewczyna wzięła do ręki zdjęcie. Było trochę zakurzone, szybka była pęknięta.
-To twoja mama? – Spytała Heder.
Stojący do niej tyłem Duff zajęty był przeszukiwaniem półki z winylami. Wyciągał po kolei każdy i wsuwał z powrotem.
W pewnym momencie odwrócił się do niej.
-Co? – Spytał zmieszany. – Aa, to… Uhm… Tak, to moja mama, Alice, mój tata i ja.
Dziewczyna odłożyła fotografię na dawne miejsce.
-Masz kontakt z nią jakiś kontakt? – Popatrzyła poważnie na Duffa. Nagle poczuła dziwne kłucie w sercu. Zabolało ją. Chyba tęskniła za mamą. Denerwowała ją, kłóciła się z nią, ale i tak bardzo ją kochała.
Chłopak wsadził winyl do adaptera. Cichy szum, zanim igła napotka zarejestrowany dźwięk. Rozbrzmiało Led Zeppelin. Blondyn usiadł koło dziewczyny.
-Wiesz… - zaczął. – Na pewno miałem z nią lepszy kontakt przed rozwodem rodziców… Nie rozmawiam z nią zbyt często, ale wiem, że zawsze mogę na nią liczyć.
Po policzku Heder spłynęła łza.
Chłopak szybko wytarł ją i spojrzał w duże, zielone oczy dziewczyny.
-Masz mnie. – Powiedział. – Nigdy cię nie opuszczę.
-Obiecujesz? – Wystawiła mały palec przed twarz blondyna.
Chłopak zahaczył swoim palcem o jej.
-Obiecuję.
Nachylił się do jej ust i wahając się przy tym przez ułamek sekundy pocałował ją delikatnie. Właściwie to musnął ją tylko swoimi wargami. Dziewczyna jednak złapała go za rękaw koszuli i przyciągnęła do siebie. McKagan oparł się o ścianę. Heder wdrapała się mu na kolana nie przestając całować.
Obydwie dłonie zatopiła w blond lokach chłopaka ciągnąc go za nie lekko. Duff ani trochę się jej nie sprzeciwiał. Jego ręka jeździła po plecach dziewczyny. W pewnym momencie zjechał trochę niżej i złapał obiema dłońmi jej pupę. Heder siedząca okrakiem na chłopaku podniosła się trochę i zaczęła lekko przygryzać jego szyję. Duff odchylił głowę do tyłu. Jedna z dłoni dziewczyny powędrowała do krocza ukochanego. Zaczęła powoli, okrężnymi ruchami masować owe miejsce. Męskość McKagana szybko dała o sobie znać twardniejąc i powiększając się. Heder uśmiechnęła się pod nosem. W tle nadal cicho pobrzmiewał utwór Led Zeppelin.
Chłopak parsknął.
-Wiesz – wyszeptał. – Zawsze chciałem się kochać do tej piosenki.
Dziewczyna popatrzyła na niego trochę zdziwiona.
-Ze mną, czy… - zaczęła niepewnie.
-Oczywiście, że z tobą, głuptasie! – Przerwał jej Duff i wrócił do całowania.
Włożył dłoń pod koszulkę dziewczyny. Jej ciało było gorące i bardzo delikatne. Blondyn miał wrażenie, że pieści porcelanową lalkę. W jego oczach, Heder była idealna. Zwinnym ruchem ściągnął z niej bluzkę czochrając jej lekko przy tym włosy. Miała na sobie czarny, koronkowy stanik, który po chwili leżał, zupełnie nieważny, gdzieś na podłodze.
Dziewczyna chwyciła się dekoltu koszuli Duffa i zwinnym ruchem rozerwała ją.
Chłopak jęknął cicho, ponieważ, bądź, co bądź, była ona jedną z jego ulubionych…
Basista podniósł ukochaną i położył ją delikatnie na łóżku. Pochylił się nad nią i oddał zachłanny, głęboki pocałunek. Przygryzając lekko zębami dolną wargę dziewczyny wymacał dłonią rozporek i rozpiął jej go. Przestał na chwilę, aby upewnić się czy na pewno nie ma nic przeciwko. Gdy ta nie zareagowała mógł być pewny, że ona tego naprawdę chce. Całowanie jej ust stało się trochę monotonne, więc, przejeżdżając koniuszkiem języka po jej szyi zajął się pieszczeniem jej biustu. Najpierw wybrał lewą pierś. Chwycił ją w rękę i zaczął masować. Po chwili drugą. W tym momencie zauważył kolczyk tkwiący w prawym sutku dziewczyny.
-Kiedy go zrobiłaś? – Spytał.
Heder podniosła głowę.
-Nie wiem. – Odpowiedziała. – Nie pamiętam chwili, kiedy go robiłam…
Duff nie chciał wiedzieć więcej. Polizał lekko jej lewy sutek. Brodawka od razu stwardniała. Chłopak zaczął ją ssać, prawą ręką masując drugą pierś. Dziewczyna zaczęło cicho sapać. Po chwili stwierdził jednak, że woli pobawić się jej kolczykiem.
Po długich pieszczotach Duff oddając lekkie pocałunki zszedł niżej. Gdy znajdował się już przy pępku energicznym ruchem zdjął z Heder spodnie. Miała na sobie pasujące do staniki majtki. McKagan masował dłońmi wewnętrzną część ud dziewczyny próbując przy tym ściągnąć z niej bieliznę zębami. Po jakimś czasie udało mu się to. Chłopak przygryzł usta na ukazujący mu się widok. Nie czekając ani chwili wyszukał łechtaczkę językiem i zaczął pieścić. Dziewczyna westchnęła głośno.
W jej głowie zaczęły się nagle dziać dziwne rzeczy. Robiło jej się coraz lepiej, coraz cieplej. Świadomość, że przyjemność, którą w tej chwili odczuwa jest spowodowana Duffem powodowała jeszcze większą falę rozkoszy. Heder zaczęło zaczęła cicho pojękiwać. Chłopakowi przypadł ten dźwięk bardzo do gustu.  Spojrzał na kobietę, którą wyginała się już lekko.
-Nie przestawaj, proszę… - szepnęła dysząc.
Blondyn oblizał dwa palce i wsadził je powoli w dziewczynę. Pisnęła. Jego ruchy na początku były bardzo ostrożne i spokojne jednak z minuty na minutę coraz szybsze.
Heder nie tłumiła już jęków. Nigdy w życiu nie odczuwała jeszcze takiej przyjemności. Nikt nigdy nie dał jej tyle, co Duff. Dziewczyna wprost krzyczała. Krzyczała z rozkoszy. W pewnym momencie zaczęła poruszać energicznie biodrami. Dla chłopaka był to znak, że zaraz nadejdzie moment uniesienia. Wyjął szybko palce i chwycił mocno jej nogi. Heder krzyknęła.
-Boże, Duff, co robisz?! – Wysapała.
McKagan pochylił się nad nią i ponownie zaczął pieścić ją językiem. Dziewczyna przycisnęła go do siebie. Nagle wygięła się wypinając piersi do góry. Wydała z siebie najprzyjemniejszy dla ucha Duffa dźwięk, jaki on kiedykolwiek usłyszał. Zalała ją fala rozkoszy. Nigdy w życiu nie było jej tak dobrze, to było pewne.
Blondyn wstał i tak szybko jak potrafił rozebrał się. Dziewczynie ukazała się spora, nabrzmiała męskość chłopaka. Położył się na niej i pocałował ją. Heder rozkraczyła się nogi.
Wszedł w nią. Powoli, spokojnie, zdobywając ją centymetr po centymetrze. Zaczął poruszać się w niej miarowymi, niespiesznymi pchnięciami. Dziewczyna objęła go. Pragnęłaby był jeszcze bliżej niej niż to się dało. Poczuła, jak ich ciała stają się jednością. Usłyszała, jak Duff zaczyna odczuwać przyjemność. Jęczał tak cudownie, tak delikatnie…
Po chwili jednak jego ruchy stały się mniej przemyślanie, ostrzejsze. Miał dość cichego sapania Heder. Chciał usłyszeć jak krzyczy. Jak krzyczy jego imię. Jak zaciska oczy, jak wygina się z przyjemności.
Nie oszczędzał się już. Stał się prawie brutalny. Dziewczyna wbiła paznokcie w plecy Duffa. Zaczęła go drapać. On jednak nie przejmując się bólem wchodził w nią jeszcze głębiej. Sam nie powstrzymywał się już od jęków. Widząc ją, czując ją, będąc w niej… Czuł przyjemność jak nigdy dotąd.
Dziewczyna rozchyliła usta.
-Duff! – Krzyknęła. – Oh, Duff, kocham cię…
Po tych słowach sama nie wiedziała już, co się z nią dzieje. Poczuła moment uniesienia. Poczuła go każdą częścią jej ciała. Chłopak zareagował podobnie. Jego męskość niemal wybuchła we wnętrzu dziewczyny.
-Kurwa mać! – Wykrzyczała Heder. Poczuła jak coś ciepłego zalewa ją w środku. Ugryzła ramię mężczyzny, aby stłumić krzyk. Duff zacisnął dłonie na prześcieradle. Na jego czole pojawiły się lśniące kropelki potu. Oboje doszli.
Blondyn opadł zmęczony na miejsce koło Heder. Nie było go zbyt dużo, ponieważ znajdowali się na jednoosobowym łóżku. Zamknął oczy.
W tle nadal leciało Led Zeppelin.
-Moje marzenie się spełniło. Kocham cię, dziewczyno… - wysapał.

„It was really, really good.
You made me happy every single day.
But now... I've got to go away!

Baby, baby, baby, baby
That's when it's callin' me
I said that's when it's callin' me back home...”



Heder obudziła się z dziwnym uczuciem. Miała wrażenie, że nie mogła się ruszyć. Po chwili zrozumiała jednak, że to nie wrażenie. Po pierwsze bolało ją właśnie TAM, a po drugie Duff leżał sobie na niej i słodko chrapał.
-Złaź ze mnie. – Powiedziała. Gdy ten nie zareagował spróbowała go z siebie zepchnąć. Blondyn spadł na ziemię.
-Co… Co się stało? – Zapytał zszokowany.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego i znajdując stanik, majtki i zepsutą koszulę McKagana ubrała się szybko i zeszła na dół z zamiarem zrobienia im obu czegoś do picia.
Steven siedział na kanapie. Czytał coś w rodzaju porno gazety. Jeśli to się w ogóle czyta…
-No, no – skomentował wygląd dziewczyny. – Widzę, że nieźle się bawiliście tam na górze.
Heder chwyciła poduszkę i rzuciła nią w Adlera. Zaśmiała się.
-Oj, nie ładnie jest podsłuchiwać. – Pomachała mu palcem przed nosem.
Już chciała wychodzić do kuchni, gdy perkusista zatrzymał ją.
-List przyszedł do ciebie! Leży na stole!
Heder popatrzyła na niego zdziwiona. List? Do niej?
Podeszła do stołu. Faktycznie. Biała koperta z jej nazwiskiem.
Wzięła ją do ręki i spojrzała na adres nadawcy. Susan Taylor. To przecież jej matka. I jeszcze jej stary adres zamieszkania. O co w tym chodzi?
Heder niepewnie rozdarła kopertę. Wyjęła list. Na białej kartce widniał napis:
„Dlaczego nie pilnowałaś swojej mamy? Taka piękna pogoda, świeci słońce, pewnie wyszłaby chętnie na spacer, jaka szkoda, że nie żyje… – X”.