Izzy wbiegł pospiesznie do pokoju. Nie zauważył nawet leżącego na ziemi Rudzielca i stojących nad nim Heder i Duffa. Podbiegł go małej szafki stojącej pod oknem i wyciągnął z niej małą karteczkę i długopis.
Bardzo czymś przejęty zaczął notować.
-Ilu nas jest…? – Mówił do siebie. – No ilu no… Ja, Axl, Duff, Slash, Steven… Raz, dwa, trzy, cztery, pięć... Pięć? Pięć! – Nagle zdrętwiał. Axl. Jest. Duff. Też. Slash. No gdzieś tam, ale jest. Steven… Wyprostował się i bardzo powoli odwrócił się w stronę zaciekawionej dwójki.
McKagan i Heder stali kołysząc się na boki nad Axlem, który już od dobrych paru godzin w ogóle się nie ruszał.
-Duff? – Spytał niepewnie Stradlin.
Blondyn nawet nie podniósł głowy. Stał jak zahipnotyzowany i patrzył się w ziemię.
Izzy miał wiele pytań. Było ich tak dużo, że nie wiedział, które zadać pierwsze.
-Ej, naćpaliście się, czy co? – Izzy podszedł do dziewczyny i pomachał jej ręką przed oczami. Ta chwyciła ją i spokojnie odsunęła.
-Duff, idioto, nie ma kurwa Stevena! Od kilku dni! – Wrzasnął. Blondyn podniósł przerażony głowę. – I co robi nieprzytomny Axl… Boże kochany, Axl jest nieprzytomny! Co wy mu zrobiliście? Naćpał się? Axl? Axl, słyszysz mnie? – Chłopak ukucnął przy twarzy Rudzielca i zaczął nim trząść.
-Co wam jest? Ludzie?! Gdzie Adler?
W pewnym momencie Herder otworzyła usta, jednak nie była w stanie niczego z siebie wydusić. Oczywiście, że się naćpali. Heroiną się naćpali.
-Nic się nie martw – powiedział Duff. – Rudemu nic nie będzie, wszystko pod kontrolą. Idź lepiej szukać tego twojego Stevena, o którym cały czas mówisz. Nie wiem, dlaczego on jest dla ciebie taki ważny, nie kojarzę gościa. Wszystko pod kontrolą. – Zapewnił.
-Pod kontrolą, kurwa?! – Nie wytrzymał Izzy. – Ja ci pokażę tę twoją kontrolę ty jebany skurwysynie! To jest ta twoja kontrola! – Chłopak podszedł do blondyna i dłonią popchnął go lekko. W tym momencie McKagan runął na kanapę, która stała tuż za nim, jakby oberwał porządnego kopa w brzuch.
-Idę po Stevena, który, dla twojej kurewskiej informacji, jest naszym perkusistą! Jak wrócę, ma być wszystko ogarnięte! Osiwieję przez was!
Izzy wybiegł z domu trzaskając z całej siły drzwiami.
Heder dalej stała w jednym miejscu kołysząc się.
-Czuję… - powiedziała. – Czuję się… Czuję się jak jakaś jebana Nancy… A ty… A ty jesteś Sidem… Jesteś basistą… A ja twoją… Twoją blond dziewczyną… Kochasz mnie? Kochasz, prawda?
Duff siedział na kanapie i bezustannie kiwał głową. W pewnym momencie wpadł na bardzo głupi pomysł.
-Chyba wiem jak go rozbudzić – powiedział i wyciągnął z kieszeni kolejną dawkę heroiny.
Podał dziewczynie strzykawkę.
Chwyciła ją i bardzo powoli schylając się wbiła ją Rudzielcowi w rękę.
Nastała chwila niepewności. Chwila, w której narkotyk dopływał do krwi.
Przez kolejne kilka minut zupełnie nic się nie wydarzyło.
-Zabiłam go? – Spytała drżącym głosem Heder.
Izzy szedł wściekły ulicami LA. Był zły na Stevena, który tak po prostu sobie znika, na Heder i Duffa, którzy się naćpali, na Slasha, który od momentu, kiedy jest z Axlem zrobił się strasznie cipowaty i na siebie samego. Obwiniał się, że nie jest w stanie ogarnąć tej całej sytuacji.
Chcąc zapalić, chłopak sięgnął do kieszeni spodni po papierosy. Oprócz paczki czerwonych Marlboro znalazł także karteczkę z numerem. Numer Alex.
-Jakie szczęście, że ją mam… - pomyślał.
Podbiegł szybko do pierwszej lepszej budki telefonicznej i zadzwonił.
Po kilku sygnałach dziewczyna odebrała.
-Alex? – Spytał Stradlin. – Oczywiście, że to ty… Gdzie jesteś? Możemy się spotkać? Muszę z kimś porozmawiać… Tak?... Bo wiesz, zginął mi Steven… Wiesz gdzie jest? Widziałaś go? W muzeum sztuki? On?!... Oh… No dobrze, to, kiedy się spotkamy? Tęsknię… Dziś wieczorem? Tak, chętnie ich poznam. Dobrze. Kocham cię. – Odłożył słuchawkę.
Adler w muzeum sztuki… A to dobre. Brunet wybiegł z budki telefonicznej i wsiadł do najbliższego metra, które zawiezie go do LA County Museum of Art.
Kilka przystanków.
Już jest na miejscu.
Miał przed sobą ogromny, biały budynek. Nigdy w nim jeszcze nie był. Jakoś niespecjalnie interesował się takim rodzajem sztuki. Z tego, co wie, to Steven też nie. Znalazł główne wejście i już chciał wchodzić, gdy ktoś złapał go od tyłu za ramię.
-Izzy? Co ty tu robisz? – Spytał Adler.
Stradlin zmrużył oczy.
-Chciałbym cię zapytać o to samo.
Chłopak wytłumaczył mu, że niedaleko stąd mieszka jego ciotka, która, jak się okazało, od niedawna bardzo choruje. Chciał ją odwiedzić.
Od kiedy to Steven taki opiekuńczy? Poza tym nigdy nie wspominał, że ma tu jakąś ciotkę…
-Bo ja… Szukałem cię. Alex powiedziała mi, że tu cię widziała. – Wytłumaczył Stradlin.
-Możliwe… Krzątałem się trochę po okolicy… W muzeum też byłem, ale na chwilę. I znalazłem fajny bar, jakieś trzy przecznice stąd. Jak już tu jesteśmy, to może się przejdziemy? – Steven uśmiechnął się szeroko i zaprowadził bruneta do lokalu.
Axl otworzył oczy. Podniósł się i spojrzał na zmasakrowaną dwójkę. Uśmiechnął się pod nosem widząc ich stan zupełnie nieświadomy, że sam jest naćpany.
Heder wstała gwałtownie, co zdecydowanie nie było dobrym pomysłem, zachwiała się i przytuliła chłopaka.
-Boże, jak dobrze, myślałam, że cię zabiłam…
Rose nie wiedział, co się stało. Jednak, gdy zobaczył lalkę Slasha leżącą na ziemi wszystko mu się przypomniało.
-Gdzie Slashie? – Zapiszczał. Opamiętał się jednak, odchrząknął i zapytał jeszcze raz: - Gdzie jest kurwa Hudson?!
Nikt nie znał odpowiedzi na to pytanie.
Zrezygnowany podreptał do pokoju Gitarzysty, wyciągnął jakiś jego t-shirt, położył się na łóżku i zatopił głowę w koszulce pachnącej jego ukochanym. W oczach stanęły mu łzy. „X” zniszczy im życie… On to wiedział.
-Przepraszam, proszę pana? – Hudsona obudziła jakaś kobieta szturchająca go w ramię. – Zamykamy muzeum, musi pan wyjść.
Slash podskoczył. Rozejrzał się wokół.
-Tak… Prze… przepraszam, już sobie idę.
Chłopak wyszedł na zewnątrz. Przespał cały dzień w muzeum? Już sobie wyobrażał, jak bardzo Axl musi się o niego martwić. Pewnie siedzi w domu i płacze… Axl, Boże, Axl, nie płacz, proszę… Widok płaczącego Rudzielca obudził w Hudsonie ogromną prędkość.
Biegł ulicami szukając czegoś, co zawiezie go do domu. Metro. No jasne.
Chłopak wsiadł do wagonu i nie zwracając uwagi na zakaz palenia sięgnął do kieszeni kurtki po papierosy. Fajek nie znalazł. Znalazł coś innego.
Była to białą koperta z małym, czerwonym „X”.
-No kurwa… No jasne… - krzyknął.
Otworzył. W środku znajdowało się zdjęcie. Zrobione było w noc, w której Axl i Slash przeżyli swój pierwszy raz.
Gitarzysta leżał nagi na Rudzielcu, który z podniecenia wyginął się. Obaj mieli zamknięte oczy. Slash jedną ręką robił dobrze chłopakowi, a drugą mocno ściskał pościel. Pamiętał to. Bardzo dobrze pamiętał ich pierwszy raz.
Hudson odwrócił zdjęcie. Był na nim napis:
„Widzę was. Byłem/łam. Jestem. I zawsze będę. – X”
Kudłaty skamieniał. Czy to znaczy, że „X” było przy ich pierwszym razie? Że zrobiło im zdjęcie? A co gorsze, czy tu znaczy, że było w muzeum i wsadziło list do kurtki Slasha, kiedy on spał? Był tak blisko „X”? Gdyby się tylko obudził… Wiedziałby, kim jest. Czy „X” wie wszystko…?
Dojechał do odpowiedniego przystanku.
Wyszedł z metra jak gdyby nigdy nic. Jeżeli „X” było w muzeum, może oznaczać, że tu też jest. Że go cały czas obserwuje. Wie, co robi, gdzie jest, co myśli. Czy „X” zawładnęło jego umysłem?
Świrujesz, stary, świruuujesz… Hudson, ogarnij… - mówił do siebie.
Nie może pokazać strachu, który czuje. Jeżeli „X” faktycznie go obserwuje nie może zobaczyć, że się boi. Nie tyle, że o siebie, ale o Axla. On jest wrażliwszy od niego, bardziej nerwowy…
Zwariuje.
O ironio, że słabym punktem Slasha jest Axl. A Axla – Slash. „X” to wie.
W drodze do domu wpadł na nieźle wstawionych Izzy’ego i Stevena. Szli obejmując się i zataczając się po całym chodniku. Śpiewali jakąś piracką piosenkę o rumie, przynajmniej tyle z tego zrozumiał.
„Gsajdsh sdhfud dshgddghfd and a bottle of rum!”.
-Slaaaaaa…ughh, ja pierdolę……aaaash! Pocz…pocz…czekaj na nas! Z-z-zaraz do ciebie dojdziemy! – Krzyknął Steven.
Hudson nie odwracając się w ich stronę krzyknął:
-Jebane chlejusy, nie przyznaję się do was! Won mi z oczu!
Przekroczył próg drzwi. Nawet we własnym domy nie czuł się bezpiecznie.
Co jeśli „X” jest jednym z nich? Co jeśli… Co jeśli „X” jest kimś z zespołu?
Nie, kurwa, Hudson jebnij się w tę głupią mordę! To niemożliwe!
Wszedł do salonu.
-Axl? Jest tu Axl? Gdzie on jest?! – Zapytał chaotycznie.
Nie poczekawszy nawet na odpowiedź pobiegł na górę.
-Axl? – Krzyknął. Z rozmachem otworzył drzwi od swojego pokoju.
Na łóżku leżał jego ukochany. Był wtulony w Slasha ulubiony t-shirt „Follow me, I’m having drinks with Elvis”. Trochę się ślinił i przygryzał kawałek swojej bandanki.
Hudson podszedł do niego i pogłaskał go po głowie. Wyglądał tak niewinnie podczas snu.
Dawno nie był taki spokojny. W jego oczach nie było strachu, ani przerażenia. Sen, to jedyna ucieczka…
Nie chciał go budzić. Usiadł w rogu pokoju i wziął duży łyk Beam’a, który stał do połowy pusty. Do połowy pusty, czy do połowy pełny? W zaistniałych okolicznościach na pewno pusty.
-Slashie… - szepnął Axl przez sen.
Była to chyba jedna z najsłodszych rzeczy, którą Gitarzysta usłyszał w swoim życiu.
-Slash… nie… proszę… Slashie… Ja się postaram, nie zabijaj mnie… - wyszeptał krzywiąc się.
Hudson spoważniał. O czym on śni?!
Nagle rozległ się przeraźliwy pisk Rudzielca. Obudził się cały spocony.
-Slash? – Spytał spoglądając w jego stronę. -Boże, kochanie, nic ci nie jest! – Wykrzyczał i podbiegł do niego. Wlazł mu na kolana i przytulił się do niego.
Saul pogłaskał go po włosach i pocałował w czubek głowy.
-Przepraszam! Przepraszam za wszystko, ja nie chciałem… Nie bądź zły… Kocham cię, naprawdę cię kocham! Pragnę cię, Slash, proszę… - Po policzkach Rudzielca pociekły łzy.
-Ciii – szepnął Kudłaty i przytulił chłopaka mocno do siebie.
Siedzieli w bezruchu bardzo długo.
W głowie Axla nie było w tej chwili niczego niezwiązanego ze Slashem. Twarz Slasha. Ciało Slasha. Dłonie Slasha. Włosy Slasha. Głos Slasha. Nogi Slasha. Slasha oczy. Slasha usta. Slasha… penis…
Natomiast w głowie Gitarzysty tkwiło „X”.
Cały czas rozmyślał, czy powiedzieć chłopakowi o tym, co dziś dostał, czy może jednak odpuścić…
-Axl… - za późno. Teraz już nie ma wyboru. – Dostałem coś dzisiaj… - Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej kopertę.
Rose nie zauważył nawet czerwonego „X”, zbyt ciekawiło go, co znajduje się w środku.
Wyjął zdjęcie.
Usta Rudzielca rozwarły się, a wzrok zatopił w tym, co zobaczył. Zakrył szybko ręką kroczę, aby Slash nie zauważył, co się z nim dzieje. Nie wyszło.
-Axl! – Krzyknął Kudłaty. – Miło mi, że ci staje na ten widok, ale nie o to teraz tu chodzi!
Rose spojrzał podniecony na Slasha.
-Przepraszam kochanie, ale to zdjęcie jest takie cudowne… Zaraz, zaraz. Skoro my jesteśmy na nim, to… Kto do cholery zrobił to zdjęcie?! – Pisnął Rudy.
-O to właśnie chodzi… Odwróć… - wyszeptał Slash.
Zszokowany chłopak wykonał posłusznie polecenie. Przeczytał napis.
Pisk. Przeraźliwy pisk Axla i jeszcze więcej łez.
-Boże… Slashie… - zawył płacząc. Chwycił mocno zdjęcie i podarł je na jak najmniejsze kawałeczki. Zaczął panikować. Zrobiłby sobie zapewne krzywdę gdyby nie mocny uścisk jego chłopaka.
Rose odchylił głowę.
-Nie Saul, to nie może być prawdą! „X” nie było przy naszym pierwszym razie! To niemożliwe! Powiedz, że to niemożliwe! Prawda? Slash…? Dlaczego się nie odzywasz?!
Hudson patrzył się na strzępki fotografii. Nie wiedział, co powiedzieć. W jego głowie cały czas rozwijała się myśl, że „X” jest kimś z Gunsów.
Axl wpadł na to samo.
-Slashie… Bo tak sobie myślę… uhm… A co… A co jeśli „X”… jest jednym z nas? – Jego głos drżał. – Co jeśli „X” to Duff? Albo Heder? Albo Izzy? Albo Steven?
Gitarzysta pogłaskał chłopaka po rudych włosach.
-Spokojnie… Na pewno tak nie jest. – Zapewnił go Slasha, jednak sam do końca nie wierzył w to, co mówi.
poniedziałek, 14 stycznia 2013
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Rozdział 21
Gapienie się pusto w sztukę zdecydowanie nie jest lekarstwem na złamane serce. Przekonał się o tym Slash siedzący przez cały dzień w Los Angeles County Museum of Art. Znalazł sobie jedno z cichszych pomieszczeń z ponurymi obrazami pełnymi agresji i seksu, do którego raczej nikt nie zaglądał, ponieważ podziwianie tamtejszej sztuki nie było zbyt przyjemne. Chłopak stanął w najdalszym kącie, do którego już prawie nie dochodziło światło. Oparł się o ścianę i zsunął się po niej jakby to ona pchała go ku dołowi. Czuł się taki bezbronny. Bez znaczenia. Czuł się nieważny. Skulił nogi i odchylił głowę do tyłu. Wydawała się ona jemu tak ciężka, że gdyby nie ściana, przy której, chcąc nie chcąc, głowa się zatrzymała zapewne spadłaby na ziemię. Włosami zasłonił oczy. Ręce oparł o kolana. Chciał po prostu zniknąć. Chciał zapomnieć. Tylko, czy tak się da? Slash rozchylił lekko usta. Nie miał już siły się ruszyć. Był za ciężki, czuł się za ciężki. Bezsilny. Właśnie tak czuje się człowiek ze złamanym sercem. Znasz to uczucie? Wiesz jak to jest? Nie wiesz. Nie wiesz jak to jest mieć złamane serce przez Axla. Nie masz kurwa pojęcia. I nie chcesz mieć.
Przed oczami chłopaka ukazała się scena, kiedy Rose podszedł do niego wyznając mu miłość. W głowie usłyszał jego niski, cichy głos: ‘’Slashie, kocham cię…” Tak mówił? Powiedział, że będzie go kochał na zawsze?
Axl, pamiętasz to?
Ukazał mu się ich pierwszy raz. Usłyszał jęczenia chłopaka, jak gdyby był tuż przy nim. Zobaczył wijącego się przed nim z podniecenia Rudzielca.
Poczuł, że Rose przytula się do niego szepcząc mu do ucha jak bardzo go kocha.
Chwyta go za rękę i całuje w usta.
Słyszy ich pierwszą kłótnię. Jak źle się po niej czuł. Jak bardzo mu go brakuje.
Wreszcie chwila, kiedy zobaczył go pierwszy raz na oczy. Siedział wtedy gdzieś trzymając gitarę i nagle wpada rudy chłopak. Uśmiecha się.
-Jestem Axl – mówi. - Chcę być wokalistą.
Jego usta.
Jego uśmiech.
Jego oczy.
Jego dłonie.
Jego ciało.Axl…
Axl… Gdzie jesteś?
Axl, gdzie jesteś, kiedy cię potrzebuję?
Axl… kochanie…
Po policzku Slasha pociekła łza. Poczuł dziwne kłucie w sercu. Jakby ktoś wbił w nie kilkaset małych igiełek.
-Jak mogłeś mi to, kurwa, zrobić…? – Wyszeptał płacząc.
Zaczął się trząść. Ujrzał chwilę, która na zawsze pozostanie w jego pamięci.Pisk Axla. Biegnę do niego, co się stało? Kochanie, wszystko w porządku? Patrzę na ścianę. Nie wierzę. Co to… Axl? Tłumaczy się. Nie wiesz, co to? Kochasz mnie? Nie znasz X? Myślisz, że mi to wystarczy? Że ci uwierzę? Że ot tak zapomnę? Czuję, że zaraz się rozpłaczę. Wychodzę z pokoju. Wychodzę z domu. Jak najdalej stąd. Nie chcę słyszeć żadnych tłumaczeń. Idę przed siebie. Ale… Wiesz, że cię kocham, tak? Wiesz o tym? Jak mogłeś?!
Zrobiło się cicho. Ciszej niż cicho. Głucho. Miło. Ciepło.
Chyba mdleję… Pomocy… Axl…
Heder doszła do domu. Stanęła przed drzwiami.
Okej. Teraz muszę wymyślić jakąś wiarygodną wersję wydarzeń. Gdzie byłam? Axl powiedział, że gustuje w chłopcach, potem wybiegłam i pojechałam do kuzynki. Do kuzynki? Kurwa, serio? Na nic lepszego cię dziewczyno nie stać?! Byłam u… Dobra, niech zostanie już ta kuzynka. Musiałam kilka spraw przemyśleć, bla bla bla. Dobra.Nacisnęła klamkę i weszła do środka. Było dziwnie cicho. Za cicho, jak na ten dom
-Halo? – Zapytała zachrypniętym głosem. – Jest tu ktoś?
Weszła do salonu. Na kanapie siedział Axl odwrócony do ściany. Nie ruszał się. Dziewczyna zwróciła uwagę na napis.
-Ja pierdolę- pomyślała. – Co jest z tym miejscem?!
Podeszła bliżej. Od razu poczuła woń alkoholu.
-Axl? – Zapytała niepewnie. – Wszystko w porzą…
-Najebałem się – przerwał jej chłopak bez przerwy patrząc na ścianę. – Nie zadawaj mi tak trudnych pytań.
Heder usiadła obok niego. Chłopak trzymał w ręku małe pudełko.
-Co to jest? – Wskazała palcem na ścianę. – Kto to X?
Chłopak wzruszył ramionami. Otworzył usta jednak nic nie powiedział. Przekrzywił głowę. Rude kosmyki zasłoniły mu twarz.
-Nie wiem – wydusił w końcu. – Ale rozpierdolę go…
Nagle wstał i wyciągnął z pudełka nóż. Podbiegł do ściany i zaczął skrobać farbę. Zaczął od „X”.
Dziewczyna przyglądała mu się zdziwiona. Tynk odlatywał płatami, jeszcze nigdy nie widziała, by ktoś miał tyle siły i był tak stanowczy w tym, co robi jak w tej chwili Axl.
Kiedy już zeskrobał większą część napisu i jedyne, co zostało był początek „wiadomości”, który znajdował się po prostu za wysoko, aby Axl mógł go dosięgnąć, olśniło go. Tak nagle. Coś do niego dotarło.
Odwrócił się w stronę dziewczyny.
Wyglądała mniej więcej jak zwykle, a jednak coś zdecydowanie się zmieniło. Była inna.
Chłopak zmrużył oczy i zmierzył ją od stóp do głowy. Nadal była średniego wzrostu śliczną blondynką, jednak nie wyglądała tak, jak ją zapamiętał. Miał wrażenie, że nie widział ją latami. Może, dlatego, że podczas jej nieobecności tyle się wydarzyło…
-Co się z tobą działo? – Wysyczał wrogo.
Dziewczynę przeszedł dreszcz.
-Ja… Byłam u kuzynki… Musiałam… Musiałam przemyśleć kilka spraw. – Heder nabrała pewności siebie. – Bo jednak nie codziennie dziewczyny dowiadują się, że ich chłopak jest gejem.
Rose podszedł do niej stanowczym krokiem i złapał ją mocno za jeden nadgarstek. Heder próbowała wyrwać rękę z uścisku jednak nie była na tyle silna.
-Przestań kłamać, kurwa i powiedz gdzie byłaś! – Wykrzyczał wściekły rudzielec.
-Nic nie powiem dopóki mnie nie puścisz idioto! – Wyjęczała.
Dziewczyna zaczęła się wyrywać. Jednak im bardziej próbowała tym mocniej Axl ją ściskał.
Naskoczył na nią i w ataku furii zaczął ją dusić, szarpać i bić. Kiedy już znajdował się na jej plecach, Heder z całej siły cofając się wbiegła na ścianę tak, aby chłopakiem w nią uderzyć. Pękła. Na ścianie pojawiła się dość spora rysa. Obraz, który wisiał kilka metrów dalej spadł na ziemię roztrzaskując ramę na małe kawałeczki.
-Puszczaj mnie debilu, zaraz mnie udusisz! – Krzyknęła dziewczyna. W tym momencie pojawił się ni stąd ni zowąd Mr. Invisible, czyli Izzy.
Usłyszał on tłuczenie szkła, krzyki i płacz, więc łaskawie odłożył swoją gitarę i poszedł sprawdzić, co się dzieje. Podbiegł szybko do Axla i odciągnął go od Heder.
-Czy wy, kurwa, zawsze jak się widzicie to musicie się bić?! – Wysapał zmęczony, ponieważ Rose nie dawał za wygraną i nie było łatwo go uspokoić.
-Ona jest „X”! Ona jest do cholery „X”! Zabiję cię! – Stradlin przygniótł rudego do kanapy.
Dziewczyna postukała się w głowę.
-Tu się kurwa jebnij! Ja „X”? Mnie tu kurwa nawet nie było!!! Świrujesz!
Duff krzątał się bez sensu po okolicy zupełnie nie świadomy tego, że to, czego szukał od dawna siedziało już u niego w domu. Ze strzelbą pod kataną modlił się tylko, aby żaden gliniarz nie poprosił go o pokazanie pozwolenia na broń. Logiczne było, że go nie miał. Skąd ktoś taki jak on miał mieć pozwolenie na broń? Przecież on nawet nie pamięta swojej daty urodzin.
-Jak, kurwa, nie pamiętam swojej daty urodzin?! Oczywiście, że pamię… Od dzisiaj nie piję.
Warte uwagi i bardzo inteligentne, na głos wypowiedziane przemyślenia Duffa – bezcenne.
-Fuck you and paint my house! – Dodał.
Ale, właściwie, to, co on tu robił? Dopiero teraz, gdy emocje trochę opadły, zrozumiał, że jest tylko małą kropką (191cm wzrostu nie robiło w tej chwili żadnej różnicy) w ogromnej, dzikiej dżungli, jaką jest LA.
On chce tu znaleźć Heder? Sam? Przecież ona może być wszędzie.
-Welcome to the jungle, we got fun n’ games. We got everything you want, honey we know the names – zanucił. – We are the people that can find, whatever you may need…
-If you got the money, honey, we got your disease… - dokończył ktoś za niego. – Welcome to the jungle. My jungle.
Po chłopaku przeszedł dreszcz na dźwięk tego przerażającego głosu. Był tak cichy, że ledwo słyszalny, a jednak przeszył go całego. Czuł go w sobie wszędzie, jakkolwiek dziwnie by to nie miało brzmieć. Odwrócił się, jednak nikogo przy nim nie było.
-Co do… - spojrzał na ziemię. Przed nim leżała mała lalka. Wyglądała na jedną z tych plastikowych podrób prawdziwych porcelanowych lalek. Była naga. Jedyne, co odróżniało ją od zwyczajnej zabawki były czarne loki i charakterystyczny kapelusz. Slash?
McKagan podniósł lalkę. Na jej twarzy namalowane było czerwone „X”.
-Ja pierdole, ale ci ludzie głupi… - powiedział sam do siebie. Można było przecież zrozumieć, że ktoś nie lubił Guns N’ Roses, ale… W sumie to nie, nie można było tego zrozumieć.
Odwrócił zabawkę. W jej plecach zamontowany był odtwarzacz, który można było uruchomić za pomocą jednego pociągnięcia za sznurek.
Duff zawahał się. Pociągnięcie za ów sznurek symbolizowałoby uzależnienie Guns N’ Roses od innych, liczenie się z ich zdaniem, oznaczałoby to, że im na nich zależy… Jednak ciekawość wzięła nad nim górę. Przecież nikt nie patrzył… Może to tylko głupi żart.
-Powinieneś, stary, trochę wyluzować… - powiedział sam do siebie.
Usiadł na najbliższej ławce i, już teraz bez wahania, pociągnął za sznurek. Usłyszał dziwny szum. Po chwili jednak sztuczny, bezuczuciowy głos wyszeptał:
-Małpa widzi, małpa robi…*
Chwila szumu.
Koniec.
Zdziwiony chłopak popatrzył na laleczkę Slasha. Powtórzył pod nosem słowa, które przed chwilą usłyszał.
-Małpa widzi, małpa… Kurwa mać! – McKagan zerwał się natychmiast z ławki i chowając „to coś” do kieszeni i co sił w nogach, zupełnie zapominając o broni, pobiegł do domu.
Przed oczami chłopaka ukazała się scena, kiedy Rose podszedł do niego wyznając mu miłość. W głowie usłyszał jego niski, cichy głos: ‘’Slashie, kocham cię…” Tak mówił? Powiedział, że będzie go kochał na zawsze?
Axl, pamiętasz to?
Ukazał mu się ich pierwszy raz. Usłyszał jęczenia chłopaka, jak gdyby był tuż przy nim. Zobaczył wijącego się przed nim z podniecenia Rudzielca.
Poczuł, że Rose przytula się do niego szepcząc mu do ucha jak bardzo go kocha.
Chwyta go za rękę i całuje w usta.
Słyszy ich pierwszą kłótnię. Jak źle się po niej czuł. Jak bardzo mu go brakuje.
Wreszcie chwila, kiedy zobaczył go pierwszy raz na oczy. Siedział wtedy gdzieś trzymając gitarę i nagle wpada rudy chłopak. Uśmiecha się.
-Jestem Axl – mówi. - Chcę być wokalistą.
Jego usta.
Jego uśmiech.
Jego oczy.
Jego dłonie.
Jego ciało.Axl…
Axl… Gdzie jesteś?
Axl, gdzie jesteś, kiedy cię potrzebuję?
Axl… kochanie…
Po policzku Slasha pociekła łza. Poczuł dziwne kłucie w sercu. Jakby ktoś wbił w nie kilkaset małych igiełek.
-Jak mogłeś mi to, kurwa, zrobić…? – Wyszeptał płacząc.
Zaczął się trząść. Ujrzał chwilę, która na zawsze pozostanie w jego pamięci.Pisk Axla. Biegnę do niego, co się stało? Kochanie, wszystko w porządku? Patrzę na ścianę. Nie wierzę. Co to… Axl? Tłumaczy się. Nie wiesz, co to? Kochasz mnie? Nie znasz X? Myślisz, że mi to wystarczy? Że ci uwierzę? Że ot tak zapomnę? Czuję, że zaraz się rozpłaczę. Wychodzę z pokoju. Wychodzę z domu. Jak najdalej stąd. Nie chcę słyszeć żadnych tłumaczeń. Idę przed siebie. Ale… Wiesz, że cię kocham, tak? Wiesz o tym? Jak mogłeś?!
Zrobiło się cicho. Ciszej niż cicho. Głucho. Miło. Ciepło.
Chyba mdleję… Pomocy… Axl…
Heder doszła do domu. Stanęła przed drzwiami.
Okej. Teraz muszę wymyślić jakąś wiarygodną wersję wydarzeń. Gdzie byłam? Axl powiedział, że gustuje w chłopcach, potem wybiegłam i pojechałam do kuzynki. Do kuzynki? Kurwa, serio? Na nic lepszego cię dziewczyno nie stać?! Byłam u… Dobra, niech zostanie już ta kuzynka. Musiałam kilka spraw przemyśleć, bla bla bla. Dobra.Nacisnęła klamkę i weszła do środka. Było dziwnie cicho. Za cicho, jak na ten dom
-Halo? – Zapytała zachrypniętym głosem. – Jest tu ktoś?
Weszła do salonu. Na kanapie siedział Axl odwrócony do ściany. Nie ruszał się. Dziewczyna zwróciła uwagę na napis.
-Ja pierdolę- pomyślała. – Co jest z tym miejscem?!
Podeszła bliżej. Od razu poczuła woń alkoholu.
-Axl? – Zapytała niepewnie. – Wszystko w porzą…
-Najebałem się – przerwał jej chłopak bez przerwy patrząc na ścianę. – Nie zadawaj mi tak trudnych pytań.
Heder usiadła obok niego. Chłopak trzymał w ręku małe pudełko.
-Co to jest? – Wskazała palcem na ścianę. – Kto to X?
Chłopak wzruszył ramionami. Otworzył usta jednak nic nie powiedział. Przekrzywił głowę. Rude kosmyki zasłoniły mu twarz.
-Nie wiem – wydusił w końcu. – Ale rozpierdolę go…
Nagle wstał i wyciągnął z pudełka nóż. Podbiegł do ściany i zaczął skrobać farbę. Zaczął od „X”.
Dziewczyna przyglądała mu się zdziwiona. Tynk odlatywał płatami, jeszcze nigdy nie widziała, by ktoś miał tyle siły i był tak stanowczy w tym, co robi jak w tej chwili Axl.
Kiedy już zeskrobał większą część napisu i jedyne, co zostało był początek „wiadomości”, który znajdował się po prostu za wysoko, aby Axl mógł go dosięgnąć, olśniło go. Tak nagle. Coś do niego dotarło.
Odwrócił się w stronę dziewczyny.
Wyglądała mniej więcej jak zwykle, a jednak coś zdecydowanie się zmieniło. Była inna.
Chłopak zmrużył oczy i zmierzył ją od stóp do głowy. Nadal była średniego wzrostu śliczną blondynką, jednak nie wyglądała tak, jak ją zapamiętał. Miał wrażenie, że nie widział ją latami. Może, dlatego, że podczas jej nieobecności tyle się wydarzyło…
-Co się z tobą działo? – Wysyczał wrogo.
Dziewczynę przeszedł dreszcz.
-Ja… Byłam u kuzynki… Musiałam… Musiałam przemyśleć kilka spraw. – Heder nabrała pewności siebie. – Bo jednak nie codziennie dziewczyny dowiadują się, że ich chłopak jest gejem.
Rose podszedł do niej stanowczym krokiem i złapał ją mocno za jeden nadgarstek. Heder próbowała wyrwać rękę z uścisku jednak nie była na tyle silna.
-Przestań kłamać, kurwa i powiedz gdzie byłaś! – Wykrzyczał wściekły rudzielec.
-Nic nie powiem dopóki mnie nie puścisz idioto! – Wyjęczała.
Dziewczyna zaczęła się wyrywać. Jednak im bardziej próbowała tym mocniej Axl ją ściskał.
Naskoczył na nią i w ataku furii zaczął ją dusić, szarpać i bić. Kiedy już znajdował się na jej plecach, Heder z całej siły cofając się wbiegła na ścianę tak, aby chłopakiem w nią uderzyć. Pękła. Na ścianie pojawiła się dość spora rysa. Obraz, który wisiał kilka metrów dalej spadł na ziemię roztrzaskując ramę na małe kawałeczki.
-Puszczaj mnie debilu, zaraz mnie udusisz! – Krzyknęła dziewczyna. W tym momencie pojawił się ni stąd ni zowąd Mr. Invisible, czyli Izzy.
Usłyszał on tłuczenie szkła, krzyki i płacz, więc łaskawie odłożył swoją gitarę i poszedł sprawdzić, co się dzieje. Podbiegł szybko do Axla i odciągnął go od Heder.
-Czy wy, kurwa, zawsze jak się widzicie to musicie się bić?! – Wysapał zmęczony, ponieważ Rose nie dawał za wygraną i nie było łatwo go uspokoić.
-Ona jest „X”! Ona jest do cholery „X”! Zabiję cię! – Stradlin przygniótł rudego do kanapy.
Dziewczyna postukała się w głowę.
-Tu się kurwa jebnij! Ja „X”? Mnie tu kurwa nawet nie było!!! Świrujesz!
Duff krzątał się bez sensu po okolicy zupełnie nie świadomy tego, że to, czego szukał od dawna siedziało już u niego w domu. Ze strzelbą pod kataną modlił się tylko, aby żaden gliniarz nie poprosił go o pokazanie pozwolenia na broń. Logiczne było, że go nie miał. Skąd ktoś taki jak on miał mieć pozwolenie na broń? Przecież on nawet nie pamięta swojej daty urodzin.
-Jak, kurwa, nie pamiętam swojej daty urodzin?! Oczywiście, że pamię… Od dzisiaj nie piję.
Warte uwagi i bardzo inteligentne, na głos wypowiedziane przemyślenia Duffa – bezcenne.
-Fuck you and paint my house! – Dodał.
Ale, właściwie, to, co on tu robił? Dopiero teraz, gdy emocje trochę opadły, zrozumiał, że jest tylko małą kropką (191cm wzrostu nie robiło w tej chwili żadnej różnicy) w ogromnej, dzikiej dżungli, jaką jest LA.
On chce tu znaleźć Heder? Sam? Przecież ona może być wszędzie.
-Welcome to the jungle, we got fun n’ games. We got everything you want, honey we know the names – zanucił. – We are the people that can find, whatever you may need…
-If you got the money, honey, we got your disease… - dokończył ktoś za niego. – Welcome to the jungle. My jungle.
Po chłopaku przeszedł dreszcz na dźwięk tego przerażającego głosu. Był tak cichy, że ledwo słyszalny, a jednak przeszył go całego. Czuł go w sobie wszędzie, jakkolwiek dziwnie by to nie miało brzmieć. Odwrócił się, jednak nikogo przy nim nie było.
-Co do… - spojrzał na ziemię. Przed nim leżała mała lalka. Wyglądała na jedną z tych plastikowych podrób prawdziwych porcelanowych lalek. Była naga. Jedyne, co odróżniało ją od zwyczajnej zabawki były czarne loki i charakterystyczny kapelusz. Slash?
McKagan podniósł lalkę. Na jej twarzy namalowane było czerwone „X”.
-Ja pierdole, ale ci ludzie głupi… - powiedział sam do siebie. Można było przecież zrozumieć, że ktoś nie lubił Guns N’ Roses, ale… W sumie to nie, nie można było tego zrozumieć.
Odwrócił zabawkę. W jej plecach zamontowany był odtwarzacz, który można było uruchomić za pomocą jednego pociągnięcia za sznurek.
Duff zawahał się. Pociągnięcie za ów sznurek symbolizowałoby uzależnienie Guns N’ Roses od innych, liczenie się z ich zdaniem, oznaczałoby to, że im na nich zależy… Jednak ciekawość wzięła nad nim górę. Przecież nikt nie patrzył… Może to tylko głupi żart.
-Powinieneś, stary, trochę wyluzować… - powiedział sam do siebie.
Usiadł na najbliższej ławce i, już teraz bez wahania, pociągnął za sznurek. Usłyszał dziwny szum. Po chwili jednak sztuczny, bezuczuciowy głos wyszeptał:
-Małpa widzi, małpa robi…*
Chwila szumu.
Koniec.
Zdziwiony chłopak popatrzył na laleczkę Slasha. Powtórzył pod nosem słowa, które przed chwilą usłyszał.
-Małpa widzi, małpa… Kurwa mać! – McKagan zerwał się natychmiast z ławki i chowając „to coś” do kieszeni i co sił w nogach, zupełnie zapominając o broni, pobiegł do domu.
-Axl, Axl, Axl! – McKagan wbiegł przerażony do domu. – Ax… Boże kochany! Heder! – Nie zwracając już na nic uwagi poza dziewczyną podszedł do niej i objął. Pocałował ją w głowę i szepnął do ucha:
-Nawet nie masz pojęcia, jak mi bez ciebie źle…
Blondynka uniosła twarz i wpiła się w czerwone usta chłopaka. Nie był to zwykły pocałunek, bo raczej coś na miarę wspólnego wymienienia się ślinotokiem za pomocą języka. Kiedy Duff wsadził jej rękę pod koszulkę, a Heder zaczęła sapać, Axl po prostu musiał zareagować.
-Idźcie się kurwa ruchać gdzie indziej! – Pisnął.
Dziewczyna uśmiechnęła się nadal przywierając ustami do chłopaka.
McKagan zacisnął pięści i z niechęcią odwrócił się w stronę Rudzielca.
-Stary – zaczął. – Nie wiem, co się tu dzieje, ale znalazłem… Dlaczego, kurwa, nie ma już farby na ścianie?! Zeskrobałeś ją ty skurwysynie niedorobiony?! – zwrócił uwagę na miejsce, w którym jeszcze niedawno znajdował się napis.
Axl przewrócił oczami.
-Długa historia… Opowiem ci ją przy najbliższym rodzinnym spotkaniu przy herbatce u twojej babci – odpyskował.
Heder zachichotała.
-To było raz, idioto! – Zaprotestował wkurzony Duff. - Raz i to się już nigdy nie powtórzy! Nigdy więcej! Ale musisz przyznać, że moja babcia jest fajna i…
-Do rzeczy kurwa! – Przerwał mu już nerwowy Rose.
Blondyn wyjął z kieszeni laleczkę Slasha.
-Słuchaj, znalazłem dziś to… - podał zabawkę Rudzielcowi.
Axl skamieniał. Zaczął oddychać bardzo głośno i nierówno. Zrobiło mu się niedobrze. Kręciło mu się w głowie.
Miał przed sobą podobiznę swojego ukochanego, na której twarzy namalowane było czerwone „X”. „X” kurwa. Dlaczego?!
-Po… pociągnij za sznurek… - powiedział niepewnie Duff, który nie rozumiał sytuacji, ale wiedział, że coś jest nie tak.
W oczach Rose’a stanęły łzy. Jego ręce trzęsły się, co zdecydowanie utrudniało odwrócenie lalki. Spadła.
Heder momentalnie schyliła się by ją podnieść.
-Nie… Nie dotykaj… nie dotykaj tego – wyszeptał Axl.
Chłopak bardzo powoli sięgnął po zabawkę i pociągnął za sznurek.
Cisza.
Szum.
Nagle ponownie ten przerażający głos…
Małpa widzi, małpa…
Nie…
Boże… nie...
Nic nie widzę…
Nic nie czuję…
Mdleję…
Chyba umieram…
Kochanie…?
_________
*Małpa widzi, małpa robi = Monkey see, monkey do; angielski idiom oznaczający posłuszeństwo, powtarzanie tego, co robi tzw. tłum, oznacza to również bezmyślne i nieświadome wykonywanie "rozkazów" lub "poleceń" osoby z góry.
-Nawet nie masz pojęcia, jak mi bez ciebie źle…
Blondynka uniosła twarz i wpiła się w czerwone usta chłopaka. Nie był to zwykły pocałunek, bo raczej coś na miarę wspólnego wymienienia się ślinotokiem za pomocą języka. Kiedy Duff wsadził jej rękę pod koszulkę, a Heder zaczęła sapać, Axl po prostu musiał zareagować.
-Idźcie się kurwa ruchać gdzie indziej! – Pisnął.
Dziewczyna uśmiechnęła się nadal przywierając ustami do chłopaka.
McKagan zacisnął pięści i z niechęcią odwrócił się w stronę Rudzielca.
-Stary – zaczął. – Nie wiem, co się tu dzieje, ale znalazłem… Dlaczego, kurwa, nie ma już farby na ścianie?! Zeskrobałeś ją ty skurwysynie niedorobiony?! – zwrócił uwagę na miejsce, w którym jeszcze niedawno znajdował się napis.
Axl przewrócił oczami.
-Długa historia… Opowiem ci ją przy najbliższym rodzinnym spotkaniu przy herbatce u twojej babci – odpyskował.
Heder zachichotała.
-To było raz, idioto! – Zaprotestował wkurzony Duff. - Raz i to się już nigdy nie powtórzy! Nigdy więcej! Ale musisz przyznać, że moja babcia jest fajna i…
-Do rzeczy kurwa! – Przerwał mu już nerwowy Rose.
Blondyn wyjął z kieszeni laleczkę Slasha.
-Słuchaj, znalazłem dziś to… - podał zabawkę Rudzielcowi.
Axl skamieniał. Zaczął oddychać bardzo głośno i nierówno. Zrobiło mu się niedobrze. Kręciło mu się w głowie.
Miał przed sobą podobiznę swojego ukochanego, na której twarzy namalowane było czerwone „X”. „X” kurwa. Dlaczego?!
-Po… pociągnij za sznurek… - powiedział niepewnie Duff, który nie rozumiał sytuacji, ale wiedział, że coś jest nie tak.
W oczach Rose’a stanęły łzy. Jego ręce trzęsły się, co zdecydowanie utrudniało odwrócenie lalki. Spadła.
Heder momentalnie schyliła się by ją podnieść.
-Nie… Nie dotykaj… nie dotykaj tego – wyszeptał Axl.
Chłopak bardzo powoli sięgnął po zabawkę i pociągnął za sznurek.
Cisza.
Szum.
Nagle ponownie ten przerażający głos…
Małpa widzi, małpa…
Nie…
Boże… nie...
Nic nie widzę…
Nic nie czuję…
Mdleję…
Chyba umieram…
Kochanie…?
_________
*Małpa widzi, małpa robi = Monkey see, monkey do; angielski idiom oznaczający posłuszeństwo, powtarzanie tego, co robi tzw. tłum, oznacza to również bezmyślne i nieświadome wykonywanie "rozkazów" lub "poleceń" osoby z góry.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)