-->

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Rozdział 20

5 chłopaków i jedna młoda kobietka siedzieli niespokojnie w wielkim korytarzu.
W pomieszczeniu panowała nerwowa atmosfera. Jeden, którego twarzy nie można było rozpoznać, ponieważ zasłaniała ją burza czarnych loków, tupał energicznie brązowym butem. Drugi – blondyn z nieudaną trwałą palił papierosa drastycznie się przy tym zaciągając i strzepując popiół na jasną podłogę. Trzeci siedział po turecku na ziemi wybijając jakiś cichy rytm swoimi pałeczkami. Kolejny, niewysoki, szczupły brunet siedział po drugiej stronie korytarza z głową podpartą o obie dłonie. Oddychał nierówno głośno przy tym sapiąc. Ostatni, średniego wzrostu, rudy krążył po korytarzu zaciskając pięści. W kącie, skulona, siedziała szczupła brunetka, niejaka Barbi von Greif, dziewczyna, której orgazm został uwieczniony w piosence ‘’Rocket Queen’’.
-Izzy? – Odezwał się Rose.
-Co? – Brunet podniósł na chwilę głowę.
-Gówno, jesteś do dupy.
Slash parsknął. Stradlin przewrócił tylko oczami i zatopił ponownie twarz w swoich dłoniach. Axl krążył dalej. Minęło 15 minut i nadal nic się nie działo. Było to chyba pierwsze piętnaście minut ciszy Guns N’ Roses od… od zawsze.
-Popcorn? – Zaczął ponownie Rudy.
Steven przestał walić pałeczkami.
-Co?
-Nic, ty też jesteś do dupy.
Po chwili drzwi od gabinetu producenta otworzyły się. Stanął w nich średniego wzrostu mężczyzna, siwy i z dużym brzuchem. W ręku trzymał coś ciemnego, kwadratowego. Uśmiechnął się od ucha do ucha pokazując swoje małe, białe zęby. 6 par oczu skupiło się na przedmiocie, który trzymał. Wszyscy wstali i podeszli szybkim krokiem do mężczyzny. Ten odwórcił owy przedmiot i reszcie ukazał się krzyż z piecioma głowami.
Axl najszybciej jak potrafił chwycił winyl i podniósł do góry.
-Panie, panowie i Steven! – krzyknął. – Appetite For Destruction!!!
Rozbrzmiały krzyki i walenie pałeczkami Adlera o ścianę.
Rose stanął tyłem do reszty. Wyjął winyl z opakowania, chcąc pobyć z nim przez chwilę sam na sam.
Jednak gdy wyjął płytę z przerażenia podskoczył i zaczął piszczeć.
-Axl? – spytał Slash. – Wszystko dobrze? Co się stało? Pokaż płytę!
Chłopak spojrzał na gitarzystę, a winyl schował za plecami.
-Nie, nie, nie! Dajcie mi chwilę! Proszę! Zaraz wrócę.
Odwrócił się ponownie i wybiegł  budynku, co sił w jego długich nogach.
Usiadł na ławce naprzeciw wytwórni i upewniając się, że nikogo w pobliżu nie ma wyjął z powrotem płytę, na której przyklejona była mała karteczka.
Widniał na niej napis:
„Gratuluję, to wasza destrukcja, Rose. Udupicie się nią prędzej, czy później.  –X”
Axl przeczytał napis i zaczęły trzęść mu się ręce. Czy ktoś z Geffen robi sobie żarty?
To nie był pierwszy raz, kiedy dostał wiadomość z podpisem „X”, jednak wcześniej starał się tym nie przejmować i wyrzucał je po prostu nikomu o tym nie mówiąc. „Listy” skończyły się, kiedy poznał Heder. Aż do teraz.
-Kurwa – pomyślał. –
Gdzie jest Heder?! Od kiedy jej nie ma? Dlaczego nikt tego nie zauważył? Trzeba o tym chyba powiedzieć Duffowi. Wypadałoby. Ostatnio coś z nią chyba kręcił.Chłopak zgniótł karteczkę i schował ją do kieszeni.
Powiedzieć reszcie? Zachować to dla siebie? Iść na policję? Jasne. Na policję… Axl, weź się jebnij. – Rose walnął się ręką w czoło. Pewnie, jeszcze glin im mało…
-Axl! – usłyszał wołanie. – Axl kurwa! Wszystko okej? – Slash podbiegł do niego i złapał za rękę.
-Tak. – odpowiedział. Palcem wytarł łzę, która nie wiadomo kiedy spłynęła po jego policzku. – Tak. Już wszystko dobrze.
Hudson przyłożył dłoń do twarzy chłopaka. Jego mina mówiła sama za siebie. Martwił się o Rudego. Od niedawna stał się taki…nerwowy. Jakby nie kontrolował swoich uczuć. Czy wszystko z nim w porządku? Znał go jednak na tyle dobrze, by wiedzieć, iż zadawanie mu w tej chwili tego pytania nie jest najlpeszym pomysłem. Wkurzyłoby go to jeszcze bardziej.
-Slashie, nie martw się o mnie. To tylko stres związany z tym wszystkim, co dzieje się teraz z Gunsami. Od zawsze czekałem na tę chwilę. Ty też, prawda?
Hudson nie skomentował.
To jest Axl. Axl jest nerwowy i nie można z nim dyskutować. Axl jak ma rację to ma rację, kiedy nie ma racji to i tak ma rację. Ale Axl i tak jest seksowny. Tadam.
Ruszyli w stronę vana, w którym wszyscy od dawna już na nich czekali.
Z samochodu rozlegała się głośna muzyka… o, Van Halen, no tak. Na tylnim siedzeniu Steven zajmował się Barbi. Oh, no tak, taki klasyk. Duff siedział za kierownicą zapewne zupełnie nieświadomy tego jak bardzo jest nawalony. Taak, to będzie dłuuuga podróż.
Rose otworzył drzwi. Wsiadł do auta trzymając Slasha mocno za rękę.
Izzy zajęty był podziwianiem swoich stóp, które zgrabnie leżały na przedniej szybie.
No cóż, Guns N’ Roses.
-Jedziemy, kurwa, bo zaraz zdechnę. – warknął gitarzysta.
Duff niczym oparzony podskoczył na siedzeniu i szybko odpalił auto. Chciał wycofać jednak samochód ruszył gwałtownie do tyłu. Hamulec, kurwa, hamulec. Tak, to będzie zdecydowanie dłuuga podróż. Chłopak odgarnął blond siano z twarzy jak gdyby nigdy nic. Why so serious?
Axl bez przerwy patrzył się w okno zupełnie nie zwracając uwagi na jazdę basisty.
Gaz do dechy, obrót, hamulec, zakręt nie w tę stronę, no kurwa trudno, gaz, gaz, hamulec.
Duff najwyraźniej bardzo skupiał się na powierzonym mu zadaniu.
-Stary, bo nas zabijesz, kurwa, oddawaj kółko. – nie wytrzymał w końcu Izzy. Chłopak spuścił nogi i zwinnie usiadł na kolanach blondasa.
McKagan przetarł oczy. Obiął Stradlina w pasie i wyszeptał mu do ucha:
-Oh, słodziutki, siwy dym, białe sadze…
Izzy wzrygnął się.
-Że kurwa, co?!
-No misiu, wiem, że mnie lubisz, masz ochotę na małe…
Nie zdążył na szczęście dokończyć, ponieważ brunet kopnął go w świątynie Duffa. Małego Duffa. No, miejsce między nogami.
-Ja pierdole, stary, najebany jesteś!
-To złaź ze mnie! – zaprotestował blondyn.
Chwilę potem Slash dał mu jednak do zrozumienia, że to on ma się przesiąść, więc McKagan przelazł na miejsce pasażera.
Axl dalej gapił się pusto w szybę. Coś go męczyło. Coś, o czym zapomniał.
No kurwa, no miałem im coś powiedzieć. No ja pierdolę, no… stary, koniec z chlaniem. -Co tak cicho siedzisz, misiu? – zaciekawił się McKagan.
Rose przewrócił oczami.
-No, bo miałem wam coś powiedzieć, ale kurwa… Steven, kurwa mać, wszystko twoja wina.
Adler podniósł rozczochraną głowę spod tylnego siedzenia. Barbi westchnęła.
-Zajęty jestem kurwa, co znowu przeze mnie? – wkrztusił.
Axl oparł głowę o szybę.
-Zapomniałem. Zapominam przez dragi i chlanie. Dragi mam od ciebie. W większości. Twoja wina, kurwa, wypada to tak? Kolegom po pachu życie zatruwać?!
Steven otworzył szeroko oczy.
-Kurwa mać, stary, nie możesz mi tego potem powiedzieć? Pieprze teraz niezłą dupę.
Wtedy Rudego olśniło.
Dupa…
Dobra dupa…
Dobra dupa, czyli kobieta…
Kobieta, czyli blondynka…
Blondynka…, czyli…


Szczupła dziewczyna szła szybkim krokiem ulicą. Była przestraszona. Zziębnięta. Cała się trzęsła. Nie wiedziała do końca gdzie jest, ale to nie to najbardziej ją przerażało. Najgorsza byłą myśl, że mogła być ona właśnie zgwałcona, nawet nie będąc tego pewna. I to przez najlepszego kumpla jej chłopaka. Przez gościa, którego zna od zawsze i przebywa z nim prawie 24/7. Przez Stevena.
Niczego nie pamiętała. Jedyne, co jej zostało to liścik, w którym „ktoś” zapewniał ją o wydarzeniach z zeszłej nocy i karteczka z adresem mieszkania. No nic. Szła dalej.
-Heder! Heder, zaczekaj! – usłyszała ciche wołanie.
Odwróciła się. Biegła w jej stronę jedna z dziewczyn, które poznała siedząc na ławcę tamtej nocy.
Świetnie. Może ta jej powie, co się wczoraj stało.
-Zapomniałaś torby. Zaczekaj. – Kurwa, jakiej torby?! A no może… okej.
W tej chwili Heder poznała dziewczynę. Była to ta gruba brunetka.
-Jej, dzięki – tylko tyle była w stanie jak na razie z siebie wydusić. Tamta noc nie dawała jej spokoju. –Nie wiesz może, dokąd poszłam wczoraj? No wiesz, kiedy już sobie od was… Dobra, nie ważne.
Brunetka zaciekawiła się. Podała jej czarną torbę i dodała:
-Chciałyśmy cię śledzić, ale jakoś nam nie wyszło… Muszę spadać. Trzymaj się, na razie.
Dziewczyna westchnęła. Chwyciła torbę i podniosła ją. Coś zabrzęczało.
-Kurwa – wysyczała.
Rozpięła zamek i zajrzała do środka. Oprócz tego, co powinno się tam znajdować znalazła także trzy pojemniki po czerwonym spreju. Były puste.
-Co do… - wyjęła je i rzuciła obojętnie na chodnik.
Zarzuciła torbę przez ramię i pobiegła w stronę metra. Metro zawiezie ją wszędzie. Może trafi wreszcie do jakiejś normalnej okolicy. O ile takie istnieją w Los Angeles…



-Heder kurwa! – wykrzyknął. Duff momentalnie się wyprostował.
Nagle temat rozmowy zszedł na tor, który by go ewentualnie interesował.
-Co Heder? – spytał.
Axl spojrzał na niego i popukał się w czoło.
-Kurwa nie ma jej. Od chuj wie kiedy.
O cholera, faktycznie. McKagan od razu wytrzeźwiał. Nie ma jego Heder. I to nawet nie on to zauważył. Nie ma JEGO Heder.
Przez myśl McKagana przeleciały te same pytania, który zadawał sobie jakieś 20 minut temu jego rudy kolega. Jednak blondyn zaczął jeszcze bardziej panikować.
-Kurwa, a co jak umarła? Co jak ją porwali na organy? Co jak sprzedali jej nerki albo mózg? Co jak ktoś ją zgwałcił? Albo każe jej się kurwić za pieniądze?!
Izzy chyba jako jedyny zauważył, że mózgu nie da się sprzedać komuś. Po co komu niedziałający mózg? Ale to nie to było w tej chwili najważniejsze.
Duff zaczął się wiercić. Był okropnie wkurzony. Wreszcie się w kimś naprawdę zakochał, a tego kogoś nagle nie ma. I on tego nawet nie zauważył.
Resztę drogi przebyli w ciszy. Nikt nie odważył się czegokolwiek z siebie wydusić.
Wjechali na podjazd. Pierwszy z auta wyskoczył Duff. Co sił w nogach pobiegł do kuchni, gdzie pod zlewem trzymał nielegalnie zdobyty karabin. Skąd on go miał? Oh, to już tajemnica McKagana.
Chłopak wybiegł z domu z bronią pod pachą krzycząc przy tym:
-Idę po ciebie, Heder! Zajebię każdego, kto zrobił ci krzywdę! Rose przestań poprawiać włosy bo to mnie zaczyna wkurwiać! Ale to tak przy okazji! Jak nie wrócę do wieczora, wzywajcie gliny!
Taaak, proszę państwa oto Duff. Kto by nie chciał mieć takiego faceta?
Axl z winylem w prawej ręce poczłapał do domu.
Wszedł zrezygnowany do salonu i rzucił się na kanapę. Spojrzał od niechcenia na ścianę naprzeciwko.
-Kurwa mać! – krzyknął i zerwał się z tapczanu.
Chłopak zasłonił twarz rękoma i zaczął piszczeć. Po policzkach pociekły mu łzy.
-Boże, Slash, proszę cię! Chodź tu, Slash…- wydusił.
Oczywiście brunet zaraz do niego przybiegł. Trwało to może z dwie sekundy, a on już był przy Rosie.
Gdy tylko obrócił głowę momentalnie zwrócił uwagę na to, na co patrzył się jego rudzielec.
-Ja pierdolę, Axl, co to do chuja?! – wykrzyczał wkurwiony.
-Slashie, błagam cię, naprawdę nie wiem! Proszę cię, kochanie! Przysięgam, nie wiem co to!
Gitarzysta cofnął się. Do salonu wszedł zaciekawiony Izzy. On także to zauważył. Cóż, trudno na to nie zwrócić uwagi… Jako jedyny jednak, odważył się przeczytać to, co zostało napisane czerwonym sprejem na całej szerokości:
„Ah, Rose, myślałeś, że da się to tak ukryć? Kochanie, nie powiesz im o nas? Buziak –X.”

środa, 12 grudnia 2012

Rozdział 19

przepraszam, że tak rzadko dodaję, ale mam dużo na głowie.
kocham waszą nienawisc do Heder <3


Axl skrzywił się.
-Myślałem, żeby dodać do tej płytki jakąś balladę… Może Don’t Cry?
Duff wywrócił oczami.
-Normalnie szczyt gejostwa! – krzyknął.
Slash jebnął go z całej siły w głowę.
Izzy poparł jednak blondyna.
-Kurwa chłopacy… To nasz debiut. To ma być jebnięcie na rynku muzycznym. To ma być ostra płyta. To kurwa ‘’Appetite For Destruction’’, a nie ‘’Zbiór kołysanek pseudo rockowego zespołu’’. To ma być kop w dupę!
Axl zmrużył oczy. Czy jego ukochane ‘’Don’t Cry’’ zostało właśnie nazwane ‘’kołysanką pseudo rockowego zespołu’’?!
-Dobra, kurwa i tak was wszystkich nienawidzę! – wysyczał przez zęby.
Slash objął go w pasie od tyłu i położył głowę na prawym ramieniu rudzielca/
Steven podniósł górną wargę i otworzył szeroko oczy.
-Co wy… No ja pierdole…- wydukał.
W tym momencie gitarzystę coś trafiło.
Dość tego pierdolonego udawania. Dość ukrywania tego kim jest.
Zespół się dowie, ludzie z wytwórni się dowiedzą, cały świat się dowie.
-Chodzę kurwa z Axlem – wybuchnął.
Zapadła niezręczna cisza.
-Chodzę kurwa z Axlem – powtórzył. – I chuj wam do tego! Jestem z tego kurwa dumny!
Rose uśmiechnął się szeroko i odwrócił się w stronę Hudsona.
-Kocham cię – szepnął i wpoił się w jego usta.
-Bleeee – wybełkotała reszta.
Jednak para nie zwracała na nich uwagi. Obaj cieszyli się chwilą i faktem, że mogą od teraz robić co chcą i gdzie chcą niezależnie od tego czy ktoś jest w pobliżu czy nie.
Reszta zespołu jakoś musiała pogodzić się z różowymi sweterkami i gej party… Trudno.



Noc minęła całkiem szybko.
Wszyscy, bez wyjątku, na kokainie tak więc nikt nie czuł zmęczenia.
Zadzwonił budzik, który wyrwał wszystkich z fascynującej historii o planie Ciemnej Strony Moc, jak gdyby Star Wars było prawdziwym życiem.
-Kurwa, kurwa, kurwa, kuuurwaaa! – zapiszczał Rudy gdy tylko usłyszał dzwonek.
Podskoczył podekscytowany i pobiegł po schodach, głośno przy tym tupiąc, do pokoju Slasha, w którym obecnie trzymał wszystkie swoje rzeczy, dopóki jego pokój sam się nie zremontuje.
Nie trwało to długo, a już było słychać to samo tupanie i Rose wbiegł do salonu, w którym reszta nadal siedziała, aby szybko dać buziaka Gitarzyście w policzek i aby z powrotem udać się do jego pokoju.
-Jak to jest być oficjalnie gejem? – spytał Izzy z pewnym podtekstem. Chciał mu również udowodnić, że wtedy w szpitalu się nie mylił. Izzy i jego czujny nos na gejostwo.
Hudson wzruszył ramionami.
-No właśnie – wtrącił Steven. – Pieprzyliście się już? To znaczy, kto w tym związku jest kurwa kobietą?!
Gitarzysta skrzywił się.
-Chuj was to obchodzi. – powiedział. – Ale Axl. – Dodał już bardzo cicho.
Reszta uśmiechnęła się.

Rose wbiegł do pokoju.
-Szczotka, tusz do rzęs, dezodorant, odżywka… szczotka, tusz do rzęs, dezodorant, odżywka… - powtarzał, aby nie zapomnieć.
Chłopak usiadł przed pękniętym lustrem i zaczął czesać swoje proste, rude włosy, z których był od zawsze dumny. Kiedy chodził jeszcze do szkoły, wyśmiewano go za kolor włosów, twarz i wzrost.
Żadna dziewczyna nie chciała na niego nawet spojrzeć. A teraz nagle co się stało? Ma zespół i nagle wszystkie panienki się do niego kleją. A przecież ani nie wyładniał, nie przefarbował włosów ani nie urósł. No może trochę urósł…
-Kobiety są jednak fałszywe. – pomyślał.
Ale taka prawda. Są tak samo fałszywe jak i okrutne. Okrutniejsze od chłopaków. Faceci  potłuką się trochę i spokój. A dziewczyny? Dziewczyny jadą na siebie, obgadują, niszczą siebie nawzajem. Co to w ogóle ma być?
Drzwi otworzyły się.
Do pokoju wleciał słodki, dobrze chłopakowi znany zapach.
Od razu wiadome było, kto wszedł.
Rudzielec uśmiechnął się gdy zobaczył w lustrze swoje kochanie  przygryzającego dolną wargę.
Slash podszedł do niego i objął od tyłu.
-Śliczny jesteś- wyszeptał.
Po Axlu przeszedł ciepły dreszcz kiedy chłopak wsadził mu dłoń pod koszulkę.
-Oh – wyszeptał Rudzielec. – Nie mamy czasu. Proszę cię, przestań.
Jednak ten nie zamierzał przestawać.
Saul zwinnym ruchem ściągnął z chłopaka t-shirt i odwrócił go w swoją stronę.
Gitarzysta przywarł ciałem do ciała Axla.
Delikatnie odgarnął mu rude włosy z twarzy i palcem zaczął jeździć po konturach jego ust. Zszedł na brodę, z brodu na szyję, na której zataczał lekkie kółka. Z szyi na klatę.
Nie patrząc odnalazł sutek chłopaka, w którym tkwił od dłuższego czasu kolczyk.
Axl jęknął.
Slash zatopił się w ustach chłopaka. Nie przestając masować klaty brunet przycisnął Rose’a do ściany. Rudzielec zaczął głośno sapać, gdy Hudson przeszedł z masażem na jego krocze.
-Slashie…- szepnął. – Oh, proszę cię… Kochanie… Nie mamy czasu.
Jednak ten jak zwykle nie zareagował.
Saul rozpiął rozporek chłopaka. Jego męskość była już tak twarda, że jego bokserki niemal wybuchły.
Nagle drzwi od ich pokoju otworzyły się.
-Kurwa, ludzie, nie…- Steven stanął jak wryty na widok tych dwóch
-O kurwa, ja…- wydukał. – Kurwa, pospieszcie się… No… Dobra…To ten… Ja pierdolę, nie wytrzymam w tym domu.
Adler nie zamykając za sobą drzwi zbiegł na dół wymachując przy tym rękoma i krzycząc różne, niezrozumiałe wiązanki.
Slash wzruszył ramionami i popatrzył na Axla. Ten przewrócił oczami niczym obrażona piętnastolatka.
Hudson dał chłopakowi buziaka w czoło.
-Ubieraj się. – powiedział.

-Kurwa mać! – krzyczał Steven wbiegając do salonu. – Ja pierdolę, co tu się do chuja pana dzieje kurwa?! Nie zostałem poinformowa…
Plaskacz prosto w mordę od Izzyego.
-Za co kurwa?! To nie ja pierdolę się tak na górze kurwa, sami wiecie… No… Od dupy strony kurwa!
Duff roześmiał się. Był już dość podpity więc zaczął wygłaszać, jak zwykle zresztą, swoje mądrości.
-Drogi Stevenie. – powiedział poważnym głosem. – Po pierwsze, naruszanie prywatności jest karalne tak samo jak besz…beszczesz… bezczeszczenie języka w miejscach publicznych. W imieniu swoim, jako osoby prywatnej jak i  całego narodu czuję się dotknięty twoim zacho…
-Zamknij ryj! – krzyknął Adler.
Nastała chwilowa cisza, poczym Duff kontynuował:
-Udam, że tego nie słyszałem. A stosunek, który odbywał się tam na górze, w pokoju, którego ściany są białe, a farba jakże droga, którą ktoś zapier… nikczemnie ukradł mojej szanownej mamie, odbywający się pomiędzy panem Williamem Axlem Rosem, a Saulem Hudsonem, inaczej znanym pod kiepskim, aczkolwiek genialnym (co?) pseudonimem Slash, był stosunkiem dwóch płci męskich, próbujących popaść w symbiozę poprzez włożenie prącia jednego z nich (jak się wcześniej dowiedzieliśmy, zapewne pana Slasha) do odbytu pana Rose’a, które obrzydza mnie równie mocno, co pana, panie Adler, jednakże nie powinniśmy ingerować w prywatne sprawy wyżej wymienionych światków uczestniczących w wydarzeniu.
Izzy przez cały czas nie przestawał kiwać głową. Zgubił się on już przy pierwszym zdaniu, ale wyczuł, że McKagan mówi o czymś bardzo mądrym, także potwierdził to nie wychodząc przy tym ani trochę na kompletnego idiotę. Przynajmniej on tak myślał.
-Skończyłeś już niepoprawny alkoholiku? – wydarł się Steven.
Duff pokiwał głową.
-Tak, zapewne wszystkie moje argumenty zostały wykorzystane i odpowiedziano na nie w karygodny sposób. Mój prawnik się z panem skontaktuje. Dziękuję.
-Kurwa, rzygać mi się chce. – podsumował Stradlin.

Po chwili po schodach zbiegł Axl, a tuż za nim Slash.
Izzy na ich widok wybuchnął śmiechem.
Rose zmarszczył brwi.
-Ale o co chodzi? – spytał zdziwiony.
Jednak nikt mu nie odpowiedział.


Nie trwało to długo, a już wszyscy byli gotowi do wyjazdu. Była to taka wycieczka na dwa dni, ponieważ na noc nie mieli zamiaru wracać. Koło Geffen musi być jakiś motel, a jeśli nie, to zostaje wycieraczka. Wszystko po to, by móc zacząć nagrywać z samego rana.
-Dobra, zaczął Izzy, ten w miare ogarnięty i porządny, po wejściu do busa. – Mamy 5 butelek Nightrain, dla każdego po JEDNEJ. – podkreślił to słowo patrząc na Stevena. – 20 suchych bułek, chuj wie skąd i koce, gdyby okazało się, że śpimy… Załatwią nam motel, jak nic.
Nikt go już chyba nie słuchał. Wszyscy byli zbyt podnieceni faktem, że nagrają swoją pierwszą płytę.
Bus ruszył. Zaczynała się ich mała Autostrada Do Piekła, ich małe Schody Do Nieba, ich własny Rock The Casbah.

Po kilku minutach szczęśliwie i w miarę w jednym kawałku dojechali na miejsce.
Pierwszy wysiadł Axl. Trzymając w dłoni pogniecioną kartkę ze spisem piosenek, trzymając rękę wysoko w górze wbiegł do wytwórni. Za nim poczłapała reszta ciągnąca za sobą sprzęt.
-Mam nadzieję, że załatwią mi piec – powiedział Slash.
Duff spojrzał automatycznie na gitarę Kudłatego.
-Przecież masz swój. – odpowiedział Steven.
-Tak kurwa, geniuszu, miałem, dopóki ktoś nie rozpierdolił mi go podczas ostatniego koncertu. Chuje. Zero szacunku do takiego sprzętu.

-Kurwa Guns N’ Roses już tu jest!!! – krzyczał Axl. – Najzajebistrzy zespół na świecie!!! Mam tu spis kurewsko dobrych piosenek! Dawać studio! Czas na zaje…
-Zamknij mordę panie Rose!- przerwał mu jeden z pracowników.
-Gdzie jest Ratty? – spytał z lekceważącą miną Rudzielec.
Ten popatrzył na niego zdziwiony.
-Kim jest Ratty?
Chłopak wywrócił oczami.
-Taki mały gnojek, 160cm wzrostu, ulizane włosy, wystające zęby, wygląda jak szczur. Stąd, jak się domyślasz bystrzaku, jego ksywa.
Mężczyzna wskazał mu drzwi do studia nr 15.
Rose wpadł do pomieszczenia, a tuż za nim reszta zespołu.
-Axl! Chłopaki! Jesteście wreszcie! Słuchajcie, nie mamy dużo czasu. Za tę cenę pozwolili nam tylko na jeden dzień nagrań. Znaczy… Dali nam 24 godziny.
Rudzielec skamieniał. Jego oczy zrobiły się nagle ogromne, a jego twarz cała czerwona.
Jego ręce zaczęły się trząść. O niee, czy to jedna ze słynnych furii wokalisty?
-Czy..ja kurwa…dobrze rozumiem?! – wydukał przez zaciśniętą szczękę. – Czy ta kurwa David Geffen dał nam 24 godziny na nagranie płyty? Czy go kurwa pojebało?! Co on sobie myśli? – wydarł się. – Dawaj mi go! Gdzie on teraz jest?!Zajebię go!!!
Axl ruszył w stronę drzwi jednak Slash stosunkowo szybko zdążył go złapać.
-Nie rób tego Rose- powiedział Ratty. – Nie rób tego, bo was całkiem wywali.

Minęła godzina dwudziesta. Nagrywanie szło bardzo dobrze, pomijając fochy Axla, które były na porządku dziennym więc wszyscy byli przyzwyczajeni. Głos chłopaka zaczął powoli nawalać więc zrobili pół godziny przerwy. Zostały w sumie dwie piosenki. Sweet Child O’ Mine i Rocket Queen. Do tej drugiej potrzebowali znajomej zespołu, która miała niedługo się pojawić i nagrać orgazm do podkładu. Wciąż trwał spór z kim owa dziewczyna miałaby w studio uprawiać seks. Jeszcze tydzień temu miał być to Axl, ale nie wiadomo co Slash na to… Z jedną rzeczą natomiast wszyscy się zgadzali. Przyjemność należy zostawić na koniec.

-Załatwię wam taką trasę koncertową, że na całym świecie będzie o was głośno. – powiedział Ratty z uśmiechem.
-Tak czy tak będzie – odpowiedział Steven. – Ratty, no spójrz, jesteśmy zajebiści.
Uśmiechnęli się.
-Kuuuuurwa! – krzyknął nagle Duff grzebiący w torbie.
-Ja pierdole, misiu, co się stało? – spytał Slash.
-No wino, no. Wino się skończyło. Teraz umrę.
Nadszedł czas na Sweet Child O’ Mine. Perełkę Axla. Znienawidzony przez Hudsona riff. Zbyt cipowaty utwór dla Stevena i totalnie obojętny Duffowi bo przecież wino się skończyło.
-Axl – zaczął Ratty. – Chciałbym najpierw usłyszeć twój wokal. Piosenka nie jest łatwa, idź na razie i zaśpiewaj sam.
To najwyraźniej zdenerwowało chłopaka.
-Myślisz kurwa, że nie umiem zaśpiewać piosenki, którą sam napisałem?! Debila ze mnie robisz?
Na to zareagował gitarzysta.
-Kochanie, nie rób scen, po prostu zaśpiewaj.
Rose wszedł do kabiny, jednak nie mógł się do końca skupić, ponieważ Slash siedzący naprzeciwko cały czas robił do niego miny udające orgazm, obciąganie, oblizywał usta co nie tylko wkurwiało Axla, ale tez podniecało.
Dlatego właśnie zaczął wić się wokół statywu i jeździć dłońmi po nim w górę i w dół.
Hudson przestał. Poczuł, że mu staje. Założył nogę na nogę starając się nie patrzeć na ukochanego.

Nagrania trwały do rana, aż wszyscy usłyszeli upragnione słowa Ratty’ego:
-Chłopaki, skończyliśmy! Nagraliśmy właśnie historię!